Żłobisty Szczyt 2426 m n.p.m.

Rumanowy Szczyt 2428 m n.p.m.

Ganek 2462 m n.p.m.

 

29-30 sierpnia 2015 r.

Szczyrbskie Jezioro niebieski Popradzkie Jezioro 1494 m n.p.m. - Dolina Złomisk - Rumanowa Dolinka - Żłobisty Szczyt - Żłobiste Wrótka 2395 m n.p.m.

Rumanowy Szczyt - Ganek - Popradzkie Jezioro niebieski Szczyrbskie Jezioro

 

   Jedziemy zdobywać nasz ostatni szczyt Wielkiej Korony Tatr. Czujemy ekscytację od kiedy zaczęliśmy pakowanie. Po kilka razy sprawdzamy zawartość plecaków i kręcimy się jakoś tak niezorganizowanie.

   Pierwotny plan zakładał wejście tylko na Ganek ale skoro można połączyć to ze wspinaczką na Żłobisty i Rumanowy, dlaczego nie? Pomysł rzuciłam całkiem luźno ale się spodobał i Grzesiek rozkminił topo całej trójki.

   Mimo nieludzkich korków w Nowym Targu dosyć szybko dostajemy się na Słowację. Parkingi wzdłuż Drogi Wolności upchane są chyba na maksa. Co się dziwić, to ostatni weekend wakacji a do tego fantastyczna pogoda.

   Nasz parking przy stacji elektryczki "Popradské Pleso" również zapełniony po brzegi. Auta stoją aż do końca ulicy. Pchamy się jak najbliżej wylotu szlaku i jakimś fuksem znajdujemy jedno wolne miejsce jak ulał dla naszej bryki. Oj jaki wspaniały początek wyprawy :)

   Ruszamy w drogę. W Schronisku nad Popradzkim Stawem przystajemy na obiad. Niestety po naszej ulubionej zupie soczewicowej nie zostało już ani śladu. Jeśli chcemy zjeść coś ciepłego musimy zadowolić się czym innym. Kupujemy rosół i zupę czosnkową. Nię będę rozpisywać się tutaj na ich temat, ale powiem jedno... Fuj! Nie polecam! Jadło w polskich schroniskach bije słowackie pulty na głowę.

   Po jedzeniu wracamy na szlak, który opuszczamy niedaleko schroniska. Wbijamy się w krzaki wprost na ukrytą ścieżkę gdzie co rusz na wysokich krzaczkach borowiny błyszczą ogromne jagody. Choćbym chciała to nie mogę się powstrzymać... borówki są przepyszne. Zatrzymuję się co chwilę, zbieram garść i bach do buzi... mniaaam :)

   Tak, tak, wiem tasiemiec. Pewien student Akademii Rolnieczej już mnie przed nim ostrzegał.

   Docieramy do niewielkiego lasu. Rosnące tu limby są przepiękne, gołym okiem widać jak bardzo różnią sie od zwykłej sosny. Ich igły są delikatne i miłe w dotyku. Niektóre okazy rosną na kamieniach, oplatają je korzeniami tworząc ciekawe formacje. Chciałabym mieć takie coś w ogrodzie.

   Dalej w kosodrzewinie ścieżka prowadzi mocniej pod górę. Na podejściu trochę zipiemy bo jak zwykle dźwigamy na plecach ciężary. W takich momentach kijki są nieodzowne. W przeszłości widok górołaza z kijami budził mój ironiczny uśmiech ale po jednej wycieczce kilka lat temu totalnie zmieniłam zdanie. Jeśli się ktoś jeszcze zastanawia polecam spróbować.

   W końcu opuszczamy gęste kosówki i osiągamy Złomiską Rówień. Tym razem "reklama" mówiła prawdę. Miejsce jest cudowne. Byliśmy już tutaj w ubiegłym roku wracając z Wysokiej lecz w warunkach zimowych. Teraz w wersji zielonej z szumiącym w tle strumieniem zastajemy zupełnie inny klimat. Bosko!

   Trzymając się potoku podążamy w głąb doliny i po około godzinie docieramy pod ściany Kaczego Muru. Znajdujemy płasienkę, o której mowa w przewodniku i w końcu możemy zrzucić plecaki.

   Po krótkim odpoczynku zabieramy się za szykowanie legowiska. Pierwszy raz udało nam się znaleść miejscówkę na trawie. Wygląda ona obiecująco i pozwala mieć nadzieję, że będzie tu wygodnie i przede wszystkim poziomo. Do zmierzchu mamy jeszcze trochę czasu więc dopieszczamy to miejsce jak tylko można. Łatamy wszystkie dziury, wyrzucamy kamienie i robimy osłaniający murek. Wygląda to pięknie, teraz tylko chyc pod pierzynę ;)

Dolina Złomisk - fragment Kaczego Muru ze Żłobistym Szczytem na czele

Dolina Złomisk Żłobisty Szczyt

Kończysta - Widok z naszej "sypialni" :)

Dolina Złomisk Kończysta Stwolska Przełęcz

   Wieczór umilamy sobie rozmową i pigwówką przytarganą na oblewanie naszej WKT. Przewidziana jest na jutro ale chcemy tylko spróbować czy aby nada się na taką okazję ;)

   Kiedy ściemnia się całkowicie idę robić nocne zdjęcia. Chyba pierwszy raz nie utrudnia mi tego zimno i przeszywające mnie dreszcze. Paraduję po płasience z ogromną przyjemnością i mogę na maksa korzystać z okazji, że tu jestem. Fotografowanie to jedno ale bezczynne napawanie się chwilą jest dla mnie równie ważne, o ile nie ważniejsze.

   Kiedy tak stoję i wsłuchuję się w ciszę zauważam w dole światełko. Widać, że jest daleko, prawdopodobnie na Złomiskiej Równi. Po chwili widzę kolejne i kolejne. Ewidentnie kręci się tam kilka grup. Jedni zostają na dole, inni idą pod ściany Tępej. Ogólne mówiąc Złomiska tętnią dzisiaj nocnym życiem i jutro też będzie się działo :)

Zwariowana chmurka nad Wysoką

Dolina Złomisk Wysoka noc w Tatrach

Z lewej ta sama chmurka później, a po prawej w świetle księżyca Żłobisty

Dolina Złomisk Wysoka Żłobisty Szczyt noc w Tatrach

 

Niedziela

   Noc była prawdziwie letnia i do tego stopnia ciepła, że spałam w rozpiętym śpiworze. Legowisko spisało sie na medal i dało szansę na krótki ale spokojny sen, który jak zwykle przerywa mi Grzesiek. Tym razem moje magiczne hasło "jeszcze 5 minutek" nie działa i zostaję bezczelnie wyrwana z objęć Morfeusza. Wrrr...

   Jesteśmy wysoko, czas mamy dobry, więc spokojnie przepakowujemy plecaki i część rzeczy zostawiamy przy pobliskiej kolibie. A no właśnie, jest tutaj koliba ale pogardziliśmy nią bo jest za mała dla 4 osób, poza tym nie ma jak spanie na świeżym powietrzu :)

   Około 6 ruszamy w stronę pobliskiego usypiska. Fragment po piargach pokonujemy mozolnie ale gdy tylko wstępujemy na skały ożywiamy się i chyżo naginamy do góry. Tu zaczynamy drogę lewym żlebem i pn-zach. żebrem Żłobistego Szczytu (WHP 10, droga 1409). Skała wygląda na pewną więc idziemy jak puszcza. Nadal bez liny bo trasa wyceniona jest na jeden (I) i nie ma tu większych trudności technicznych.

   W materiałach jest wzmianka by trzymać się lewej strony. Teren stricte w żlebie też jest do przejścia z tym, że w pewnym miejscu okazuje się bardzo kruchy. Najpierw Grzesiek poluzowuje kamienie, po czym Sławek na nie wchodzi i spuszcza je prosto na mnie. Jest stromo więc kilkukilogramowe sztuki mocno odbijają się od podłoża i niewiarygodnie rozpędzają. Ja próbując wyjść z małego komina utknęłam w niewygodnej pozycji. Pewnie trzymam się tylko jedną ręką i stoję stabilnie na jednej nodze. Dwie pozostałe kończyny nerwowo szukają oparcia. Jestem przerażona! Mimo wszystko staram się nie panikować i tułowiem robię uniki, to w prawo, to w lewo. Dosłownie jak w boksie.

   Cała akcja trwała pewnie chwilę ale dla mine było to niekończące się bombardowanie, które nareszcie się skończyło. Sławek krzyczy, żebym szybko przeszła na lewo do Doroty bo jak zrobi krok poleci druga salwa. Jestem w szoku ale dostaję "powera" i w sekundę uciekam z tego miejsca, po czym słyszę głośny łomot.

   Przed chwilą zachowałam zimną krew ale teraz muszę odreagować. Siedzę przyklejona do skały, cała się trzęsę a łzy same cisną mi się do oczu. Chcę ale nie mogę tego powstrzymać. Nie potrafię wymówić słowa ani się ruszyć. To było koszmarne przeżycie.

   Uspokajam się po kilku minutach. Jakimś cudem nie oberwałam ani razu :) Doprowadzam się do porządku i oznajmiam, że ciśniemy dalej. Jakżeby inaczej? Od teraz dla lepszej psychy idę przodem. Dorota ze Sławkiem postanawiają związać się liną i zostają trochę w tyle. Czekamy na nich na charakterystycznej Kazalnicy Żłobistej 2330 m n.p.m.

Żłobisty Szczyt - podejście pod żleb

Dolina Złomisk Żłobisty Szczyt

   Kiedy dochodzi do nas reszta ekipy zaczynamy wspinanie żebrem. Teren jest całkiem spoko więc my nadal poruszamy się bez liny. Po drodze napotykamy dwa trudniejsze miejsca. Pierwsze to takie mini zacięcie. Na oko wygląda nieciekawie jednak z braku obejścia kombinuję techniką na rozpieranie i z sukcesem naginam do góry. Osobom wyższym to miejsce nie powinno sprawić kłopotu. Ja niestety, a może stety, muszę się w takich okolicznościach mocno gimnastykować. Metr 60 zobowiązuje ;)

   Kolejna przeszkoda to pionowa ścianka. Tu jest gorzej. Sławek z Doti próbują bezskutecznie walczyć z przewieszoną skałą po jej prawej stronie, ja w tym czasie zaraz przy płycie zakładam stanowisko, z którego asekuruję Grześka. Chwytów jest tu jak na lekarstwo ale udaje mu się wyskrobać na górę. Zakłada stanowisko powyżej i po kolei wciąga nas do siebie.

   Oczywiście ja muszę wrzucić do tej drogi swoje trzy grosze i staram się wspiąć inaczej niż pozostali. Próbuję bo nie chcę zostać wciągnieta na górę tylko chcę wejść tam sama. Z tej perspektywy mój wariant wydaje się łatwiejszy, są jakieś tam chwyty ale ostatecznie odpadam z braku pary w łapach i koniec końców gramole się "normalnie" z pomocą Grześka. Jeszcze klika metrów w górę i jesteśmy na szczycie.

   Według naszych źródeł mieliśmy pokonać dwa pionowe fragmenty, była mowa też o skalnym koniu. Żłobistego obawialiśmy się najbardziej a tu takie ekspresowe szczytowanie. Cieszymy się, że poszło nam tak sprawnie ale z ciekawości jeszcze raz analizujemy naszą drogę i wygląda na to, że gdzieś ominęliśmy jedną z płyt, tego konia i najwyraźniej coś popieprzyliśmy.

Żłobisty Szczyt - na żeberku

Żłobisty Szczyt Dolina Złomisk

Widok na grań, którą chcemy dojść do Ganku

Ganek Rumanowy Żłobisty Dolina Złomisk

Za mną Ganek i Rumanowy

Ganek Rumanowy Szczyt

   Wyszło jak wyszło ale najważniejsze, że tu jesteśmy bo miejsce jest fantastyczne. Platforma szczytowa to duża lekko pochyła płyta zwieńczona starym klimatycznym krzyżem. Stojąc na jej krawędzi nie widać nic prócz ogromnej pionowej ściany opadającej do przepięknej Kaczej Doliny. Od emocji aż się nogi trzęsą. Jeden niefortunny ruch i pozostałoby tylko zaśpiewać "I can fly...".

   Widoki ze szczytu są równie wspaniałe jak sam szczyt. Jak na dłoni widać nasze następne cele, Ganek i Rumanowy. Kusząco prezentuje się zazieleniony Młynarz. Ale największym zaskoczeniem jest postura Batyżowieckiego Szczytu, który od Doliny Batyżowieckiej nie wygląda tak okazale jak stąd. Jego północna ściana i ostra grań po prostu miażdżą.

   Niestety nie możemy tu dłużej posiedzieć bo przed nami kawał drogi i musimy ruszać.

Skalisty Ganek i Rumanowy Szczyt, zielony szpiczasty Młynarz

Ganek Rumanowy Żłobisty Szczyt Dolina Złomisk

Za mną Wysoka, Rysy, Niżne Rysy

Żłobisty Szczyt Dolina Złomisk widok na Wysoką i Ganek

Żłobisty Szczyt Dolina Złomisk

Żłobisty Szczyt Dolina Złomisk

Żłobisty Szczyt Dolina Złomisk

Żłobisty Szczyt Dolina Złomisk

Panorama ze Żłobistego Szczytu - od Wysokiej po Gerlach

Żłobisty Szczyt panorama Dolina Złomisk

Zbliżenie na okolice Gerlacha i wtopiony w niego Batyżowiecki

Gerlach Batyżowiecki Szczyt

Piękna Dolina Kacza z dwoma Kaczymi Stawami

Dolina Kacza Zielony Staw Kaczy Mały Kaczy Staw

Dolina Białej Wody z górującym nad nią pasmem Szerokiej Jaworzyńskiej

Dolina Białej Wody Szeroka Jaworzyńska Jaworowa Grań

Widok na Złomiska, z lewej w słońcu Tępa i Stwolska Przełęcz

Dolina Złomisk Stwolska Przełęcz Tępa

   Z żalem opuszczamy Żłobistego i łatwymi skałkami schodzimy nieco niżej w stronę grani prowadzącej na Rumanowy Szczyt. Tu napotykamy spory uskok ale zaopatrzony w 2 pętle. Ręcznie sprawdzamy ich wytrzymałość po czym najcięższy z zespołu jedzie testować stanowisko w warunkach bojowych.

   Kiedy Sławek cało ląduje na Żłobistych Wrótkach startuje Dorota, potem ja i Grzesiek. Doprowadzamy liny do porządku, bo od tego miejsca pójdziemy na lotnej i nie ma mowy o burdelu w sprzęcie, od którego może zależeć nasze życie.

   Rozpoczynamy ja i Grzesiek. Od wrótek pierwsze metry idziemy lekko w górę a następnie niemal pionową 3-4 metrową ale łatwą ścianką schodzimy w dół. Póki co bez większych trudności ale z konkretną lufą po stronie Kaczej Doliny. Dostajemy się na pochyłe płyty, które przechodzimy na tarcie i w tym miejscu na naszej drodze pojawia się pierwsza turniczka. Kombinujemy chwilę ale nie wiemy jak ją ugryźć. Doti ze Sławkiem obserwują nasze poczynania lecz w końcu stwierdzają, że jeśli my się tak montujemy to oni na pewno nie dadzą rady. Nalegają abyśmy odpuścili przejście granią i szli trawersem poniżej jej ostrza.

   Zdajemy sobie sprawę, że czas leci (jest już 11:00!) a na tej grani czekałaby nas ostra jazda. Być może wystarczyłoby przejść to miejsce i dalej poszłoby gładko ale coś nas tu zblokowało.

Zjazd na Żłobiste Wrótka

Żłobisty Szczyt zjazd na Żłobiste Wrótka

Pochyłe płyty na początku grani

Żłobisty Szczyt grań na Rumanowy Szczyt w dali Gerlach

Kilkumterowa łatwa ścianka

Żłobisty Szczyt grań na Rumanowy w dali Gerlach

   Naszym głównym celem jest dziś Ganek. Szkoda byłoby tam nie dotrzeć. I to jest kluczowy argument dla zmiany planów. Z bólem serca schodzimy w dół i dostajemy się w okolicę mijanej na podejściu kazalnicy. Tu wstępujemy na dobrze wydeptaną ścieżkę stanowiącą alternatywę dla drogi graniowej.

   Z żalem spoglądam na grań i nie mogę przeżyć, że tak szybko zrezygnowaliśmy. Beznamiętnie snuję się za Grześkiem i klnę pod nosem. "Otrzeźwienia" doznaję kiedy ścieżka znika w skałach i trzeba z powrotem włączyć myślenie.

   Po drodze nie zauważamy ani jednego kopczyka więc cały czas idziemy intuicyjnie. Najpierw trawersem, potem skośnie w górę po skałach aż meldujemy się w rejonie Wyżniej Żłobistej Przełęczy. Tu skończylibyśmy hasanie po grani Żłobistych Czub... ahhh, jak mnie to boli! :(

   Teraz kierujemy się ku grani Rumanowego. Wyskakujemy na nią w okolicy niewielkiego okna skalnego. Na wyciągnięcie ręki mamy niższy wierzchołek więc najpierw idziemy na niego.

   Na szczycie... cóż tu dużo mówić... Żłobisty i jego potężna ściana przyćmiewają całe otoczenie. Stąd szczyt wydaje się bardzo niedostępny. A my tam byliśmy! :)))

Horska krąży po okolicy od dłuższego czasu - chyba kogoś szukają :(

Dolina Złomisk HZS helikopter

Na trawersie - widok na Szarpane Turnie i Smoczy Szczyt

Dolina Złomisk Szarpane Turnie Smoczy Szczyt

Podchodzimy pod Rumanowy

Dolina Złomisk Rumanowy Szczyt

Dolina Złomisk Rumanowy Szczyt

Północna ściana Żłobistego Szczytu widziana z niższego wierzchołka Rumanowego - kawał skały!

Żłobisty Szczyt Kończysta Kaczy Mur Dolina Złomisk

Na południowo-wschodnim wierzchołku Rumanowego 2419 m n.p.m.

Rumanowy Szczyt w dali Lodowy Szczyt Gerlach

Rzut w stronę wyższego z wierzchołków, Ganku i Rysów

Rumanowy Szczy Ganek Wysoka

oraz Wysokiej

Rumanowa Dolinka Smoczy Szczyt Wysoka Rysy

   Z lekko połechtanym "ego" ruszamy na główny wierzchołek Rumanowego, który oblega teraz inna ekipa. Kiedy do nich dochodzimy oni zaczynają się zbierać. I dobrze, bo ciasno tutaj a chcemy rozsiąść się na chwilę. Podczas mijanki naszą uwagę przykuwa kolo w sandałach! Facet ma dobrze po 50, jak nie więcej i na luzaka nagina po skałach. Gapimy się na jego BUTY z rozdziawionymi gębami.

   Na forach górskich toczą się wręcz batalie słowne na temat odpowiedniego obuwia a tu taki numer! Hehe :)

   Po krótkim odpoczynku obczajamy dalszy fragment grani, którą planowaliśmy dotrzeć na Gankową Przełęcz ale nie wygląda zachęcająco. Poza tym nie jesteśmy już pierwszej świeżości (jakkolwiek to rozumieć O_o ;) ). Nie daj Boże jakby się coś wypieroniło a Ganek tak blisko. Rezygnujemy (znowu kur..!) i grzecznie trawersujemy w stronę żlebu najłatwiejszą z możliwych dróg.

Swego rodzaju skalny konik w Rumanowym

Rumanowy Szczyt koń skalny

Rumanowy Szczyt Wysoka Rysy Ganek

Przechodzimy na wyższy wierzchołek

Rumanowy Szczyt

Dolinka Rumanowa ze swoim stawkiem

Rumanowa Dolinka Dolina Złomisk

Na głównym Rumanowym

Rumanowy Szczyt Rysy Ganek

Rumanowy Szczyt Wysoka Ganek

Panorama na północny zachód z Wysoką, Rysami i Gankiem

Rumanowy Szczyt panorama

I na południowy wschód, między innymi z Lodowym, Łomnicą, Gerlachem i Kończystą

Rumanowy Szczyt panorama Gerlach Żłobisty Szczyt

   W żlebie ponownie natykamy się na ekipę faceta w sandałach. Panowie idą jakoś tak chaotycznie więc ich wyprzedzamy. Na przełęczy wychodzi szydło z worka, a raczej browar z plecaka. Na naszych oczach w ekspresowym tempie wlewają w siebie po pól litra piwa. Ten w sandałach też!

   Nie podoba nam się to (nie dlatego, że im zazdrościmy, o nie) i zarządzamy szybką ewakuację w stronę Ganku. Próbujemy zwiększyć odległość między naszymi zespołami ale oni ruszają zaraz za nami. Zatrzymujemy się na moment by pooglądać ścianę Rumanowego, którą chcieliśmy schodzić. Może nas wyprzedzą? No nie! Robią to samo.

   Kiedy zażarcie dyskutują o wycenie ścianki my napieramy mocno do góry. Jednak z "ucieczki" nici bo na wąskiej grańce robi się nieco tłoczno. Facet w sandałach ze swoją lekko wstawioną ferajną znowu nas dogania.

   Może ktoś stwierdzi, że się czepiam. Ale goście dosłownie pchają się na Sławka w eksponowanym terenie. Kłapią coś po słowacku i poganiaja go gestem. My i inne zespoły idziemy na lotnej, a oni bezczelnie przełażą między członkami poszczególnych zespołów i krzyżują liny. Robią zamieszanie i chojrakują. Przecież tu chodzi o nasze bezpieczeństwo. To nie krupówki gdzie padniesz, powstaniesz i pójdziesz dalej. To wysokogórski i jednak nie łatwy teren.

   W końcu ludzie puszczają ich przodem bo jeszcze chwila i może się coś wydarzyć. Niech spadają! Na drzewo w sensie, nie na dół mimo wszystko ;)

   Teraz bezstresowo wracamy do wspinania. Za grańką czekają nas same pochyłe płyty. Pierwszy fragment jest łatwy, chociaż schodzący zespół asekuruje się ze stanowiska. My popylamy na stojąco i szybko dochodzimy do małego uskoku. Dalej to już grań szczytowa i jest stromiej. Mimo to do góry idzie się dobrze, gorzej będzie w dół.

Rumanowy Szczyt z podejścia na Ganek - pokazał pazury!

Gankowa Przełęcz Rumanowy Szczyt

Jedno z trudniejszych miejsc - wąska eksponowana grańka (i "sandałowcy" za nami)

Ganek grań od Gankowej Przełęczy w dali Gerlach i Kończysta

Ostatnie metry do szczytu po pochyłych płytach

Ganek Wielka Korona Tatr wspinanie

   W końcu grań się rozszerza, wychodzę na wypłaszczenie i tym samym zdobywam mój 14 szczyt Wielkiej Korony Tatr! Zaraz za mną drugi zdobywca czternastki czyli Grzegorz! Po chwili dołączają nasi towarzysze.

   Gratulujemy sobie nawzajem i czujemy ogromną satysfakcję. Kilka lat wstecz WKT była tylko marzeniem. Czytając relacje innych zazdrościłam im tych wszystkich szczytów i z zaciekawieniem oglądałam zdjęcia z niedostępnych terenów. Teraz wszystkie są moje!!!

   Kiedy emocje opadają dokonuję wpisu do książki szczytowej. Gdzieś przed oczami mignęli mi "sandałowcy" ale właśnie szykują się do zejścia. O jak dobrze! :) W pewnym momencie orientujemy się, że zostaliśmy na Ganku tylko we czwórkę. W końcu możemy wyciągnąć flaszeczkę i oblać nasz sukces. Polewamy sobie po jednym symbolicznym kieliszku i zdrowie! Rzecz jasna opróżnimy butelkę do końca ale dopiero na dole na płasience. Nie jestem zwolenniczką picia w górach (poza schroniskami) lecz dzisiaj mamy wyjątkową okazję :)

   Po toaście urządzamy sesję zdjęciową i hasamy po całym wierzchołku. Dziś wyjątkowo szkoda mi czasu na leżenie. Chcę pochłonąć wszystko co widzę w około i nacieszyć się tym do woli. A widoki i okoliczności są niebanalne!

Cała ekipa na Ganku

Ganek Wielka Korona Tatr

14/14 WKT - Jest, jest, jest!!! :))))))))))))))

Ganke Wielka Korona Tatr

Dolina Białej Wody oraz jej wyższe piętra Kacza i Litworowa

Dolina Białej Wody Dolina Kacza Litworowa Jaworowa Grań

Tu z widokiem na piętro Doliny Ciężkiej

Młynarz Dolina Ciężka Dolina Białej Wody Jaworowa Grań

Lazurowy Ciężki Staw

Dolina Ciężka Ciężki Staw

Panorama z Ganku w kierunku pn-zach - moja ulubiona z tej wycieczki

Ganek panorama ze szczytu

i w kierunku wschodnim z Gerlachem w centrum

Ganek panorama ze szczytu

Grań w kierunku Wysokiej

Ganek grań w kierunku Wysokiej Przełęcz Waga

Młynarz górujący nad Doliną Ciężką

Młynarz Dolina Ciężka Ciężki Staw

Bez stawów doliny nie byłyby tak piękne

Dolina Kacza Dolina Litworowa Lodowy Szczyt

Król Gerlach ze Staroleśnym sąsiadem

Staroleśny Szczyt Bradavica Gerlach

   Robi się późno, okolica pustoszeje więc i nam wypadałoby wracać. Przy pakowaniu Grzesiek zwija też linę. Do góry szło się dobrze ale nalegam byśmy związali się w drodze powrotnej. Zejścia są gorsze a zmęczenie powoli daje się we znaki.

   Z ciężkim sercem opuszczamy Ganek i ostrożnie trawersujemy pierwsze płyty. Drugie wypłaszczenie przechodzimy znacznie szybciej i wskakujemy na grańkę. Teraz jesteśmy tu sami, nikt nas nie pogania i w końcu możemy zrobić sobie jakieś fajne zdjęcia.

   Dalej rynnami i skałkami szybko dostajemy się na Gankową Przełęcz. Tu żegnamy się z granią i żlebem schodzimy wprost na Rumanowy Taras. Trawesujemy mocno w lewo wyglądając pojawiających się co jakiś czas kopczyków aż z powrotem docieramy do wypłaszczenia, z którego rano zaczynalismy naszą wyprawę.

Pochyłe płyty poniżej wierzchołka

Ganek Rumanowy Żłobisty Kończysta

Ganek grań od Gankowej Przełęczy

Niewielki uskok - w tym miejscu "sandałowcy" pchali się na potęgę

Ganek grań od Gankowej Przełęczy

Najciekawszy fragment drogi - wąska eksponowana grańka

Ganek grań od Gankowej Przełęczy w dali Gerlach

Ganek grań od Gankowej Przełęczy w dali Gerlach

W zejściu z grańki

Ganek grań od Gankowej Przełęczy

Ganek grań od Gankowej Przełęczy w dali Gerlach

   Ponownie wykorzystujemy naszą miejscówkę na płasience i oporządamy się przed dalszą drogą. Wyjadamy to co nam jeszcze zostało i ze smakiem dopijamy pigwówkę wznosząc kolejne toasty za to i owo.

   Bardzo nam się tutaj podoba i z przyjemnością oddalibyśmy się błogiemu lenistwu ale za rogiem czai się poniedziałek więc trzeba powoli przemieszczać się w stronę domu. Lecz żeby wyjść na swoje zarządzamy posiadówkę na równi przy strumieniu. Tam jest woda i nie tylko ja marzę by przemyć twarz i ręce. Wilgotnych chusteczek nie cierpię!

   Dopakowujemy pozostawione tu wcześniej rzeczy i ponownie obładowani zaczynamy schodzić. Opuszczamy skalisty teren i podążając wyraźną ścieżką wśród soczyście zielonych traw docieramy nad potok.

   Odświeżywszy się nieco leżymy zapatrzeni w płynące po niebie chmury. Po Sławkowej przyśpiewce "Hej w gówno wloz, w kierpcu mu się chlapoce..." wybuchamy śmiechem i zbieramy się do dalszej drogi.

Zmarzły Staw w Złomiskach - widok z płasienki

Zmarzły Staw Dolina Złomisk Stwolska Przełęcz Tępa

Ganek, Rumanowy, Żłobisty - nasze szczyty z dołu

Ganek Rumanowy Żłobisty Dolina Złomisk

Dolina Złomisk - zieleń miła dla oka

Dolina Złomisk Złomiska Rówień

Złomiska Rówień w całej okazałości

Dolina Złomisk Złomiska Rówień

Dolina Złomisk - widok na nasze zdobycze z równi

Dolina Złomisk Złomiska Rówień Kaczy Mur Żłobisty Rumanowy Ganek

   Cel, do którego dążyliśmy od 2013 roku został zrealizowany. Na pytanie co dalej przyjdzie czas jak ochłoniemy. Grzesiek rzucił kiedyś tekstem, że po zdobyciu tej korony odpuści łażenie po Tatrach. Głupi żart! Prędzej wygram w totka niż to nastąpi. Z resztą ja mu na to nie pozwolę. Dopiero teraz czuję, że mam ochotę na dużo więcej.

   Niestety ten dzień miał również bardzo przykry akcent. Kiedy my radośnie eksplorowaliśmy nowe zakątki Tatr latał nad nami helikopter służb ratunkowych. Obiło nam się o uszy, że kogoś szukają ale nie zgłębialismy tematu. Dopiero po powrocie do domu zaczęliśmy doczytywać i okazało się, że poszukiwana jest młoda kobieta z Tarnowa. Pierwszą osobą jaka przyszła mi na myśl była Olga, dziewczyna, która w Tatrach zostawiła serce i którą pochłonęły bez reszty. Kojarzyłam ją z forum górskiego i regularnie śledziłam jej poczynania. Inspirowała tym co robiła i jak to robiła. 

   Nie znałam jej osobiście ale po tym jak potwierdzono, że chodzi wlaśnie o nią zrobiło mi się bardzo smutno i się popłakałam.

Olgo spoczywaj w pokoju! [*]

Komentarze   

 
0 #4 Basia 2015-10-16 12:00
Cytuję Skadi:
Jak zawsze zdjęcia fenomenalne. Przejście tej grani mam na uwadze, ale to jeszcze czasu minie zanim spróbuję się z nią zmierzyć. Jak Wy się poruszacie w takim terenie z wielką torba na aparat z przodu? Wielkie gratulacje za całą WKT. To wszystko jeszcze przede mną...

Skadi my też musimy się z tą granią zmierzyć kiedyś. Ja nie odpuszczę :) Do dziś przeżywam, że się nie udało.
Co do aparatu, większość trasy, jeśli teren na to pozwala, tacham go ja. Kiedy się nie da dopinam go z boku lub lekko z tyłu karabinkiem. W plecaku ląduje w ostateczności. Jak robiliśmy grań Lodowa Kopa - Lodowy aparat był schowany a mieliśmy koncert chmur na grani. I żałuję że nie zrobiłam ani jednego zdjęcia, więc od tamtej pory staram się mieć go pod ręką.
Dziękuję za miłe słowa i gratulacje!
No i trzymam kciuki za Twoją WKT :)
Cytować
 
 
0 #3 Skadi 2015-10-15 20:21
Jak zawsze zdjęcia fenomenalne. Przejście tej grani mam na uwadze, ale to jeszcze czasu minie zanim spróbuję się z nią zmierzyć. Jak Wy się poruszacie w takim terenie z wielką torba na aparat z przodu? Wielkie gratulacje za całą WKT. To wszystko jeszcze przede mną...
Cytować
 
 
0 #2 Basia 2015-10-14 12:49
Cytuję Wieczna Tułaczka:
Foty cudo. :-)

Gratulacje ze zdobycia WKT - pigwówka się należała :lol:

Oj należała, a jak smakowała :)
Cytować
 
 
0 #1 Wieczna Tułaczka 2015-10-13 19:15
Foty cudo. :-)

Gratulacje ze zdobycia WKT - pigwówka się należała :lol:
Cytować
 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież