Mangart

Mangart

22 sierpnia 2012 r.

Mangartsko Sedlo 2050 m n.p.m. alpejski Slovenska pot alpejski Mangart 2677 m n.p.m. alpejski Ferrata italiana alpejski Mangartsko Sedlo

 

   Mangart zostawiliśmy sobie na zakończenie naszego pobytu w Alpach Julijskich. Dla ułatwienia sobie sprawy, a z drugiej strony z ciekawości, postanowiliśmy wyjechać samochodem pod przełęcz Mangartsko sedlo na wysokość ponad 2000 m n.p.m. I tym sposobem pobiliśmy nasz rekord wysokości samochodem. Jazda odbyła się drogą asfaltową ale poprowadzoną efektownymi serpentynami natomiast pod koniec wykutymi w skałach tunelami. 

   Nie marnując pięknej pogody i naszego cennego czasu wskoczyliśmy w uprzęże z dopiętymi lonżami, założyliśmy kaski i ruszyliśmy przez stożek piargów do słoweńskiej via ferraty, która ma swój początek w zachodniej ścianie Mangartu. W trakcie wspinaczki nie brakowało adrenaliny zwłaszcza wówczas, kiedy mijaliśmy ludzi schodzących z góry w niemal pionowym terenie.

   Końcowy fragment nie przysparzał trudności, prowadził skalistym ramieniem prosto na kopulasty wierzchołek Mangartu zwieńczony drewnianym krzyżem. Widoki ze szczytu wynagrodziły nam cały wysiłek. Wspaniale prezentowały się stamtąd dalekie szczyty i okoliczne doliny. Patrząc na piękny kształt Jalovca żałowaliśmy, że nie udało nam się wygospodarować czasu by na niego wejść. Mamy nadzieję, że przy kolejnej wizycie w Alpach Julijskich uda się to zrealizować.

   Po nasyceniu się urodą miejsca i odpoczynku rozpoczęliśmy zejście z Mangartu, tym razem po stronie włoskiej dużo łatwiejszą ferratą, ale w trudniejszych miejscach dobrze ubezpieczoną. Schodząc mijaliśmy swego rodzaju taras porośnięty soczyście zieloną trawą. W kontraście z surowymi wapiennymi szczytami w dali wyglądało to bardzo pięknie.

   Po około godzinie dotarliśmy z powrotem na przełęcz. Korzystając z cudownych okoliczności przyrody zrobiliśmy przy samochodzie mały piknik. Podczas gdy zrelaksowani i zadowoleni z siebie gotowaliśmy obiad parking na przełęczy pustoszał. Zostało tylko kilka samochodów.

   Odpoczywaliśmy i wspominaliśmy nasze julijskie wojaże. Byliśmy bardzo szczęśliwi i dumni z siebie. Cali i zdrowi pokonaliśmy chwile słabości i ogromne zmęczenie, które momentami przeradzało się nawet w skrajne wyczerpanie. Udało się. Nasze marzenia spełniły się i zdobyliśmy najwyższe szczyty słoweńskich Alp Julijskich.

   Zjedliśmy pyszny makaron z sosem i konserwą na ciepło, pomyliśmy menażki i przepakowaliśmy rzeczy. Za radą znajomego woziliśmy ze sobą wodę w 5 litrowych baniakach. To był wspaniały pomysł, mogliśmy odświeżyć się po wyczerpującym dniu biorąc coś a la prysznic :)

   Wsiadając do samochodu ostatni raz spojrzeliśmy na białe ściany wielkiej góry i ruszyliśmy dalej.

   To nie był koniec przygód tego dnia. Wjeżdżając do jednego z tuneli czekała na nas niespodzianka. Tunel był nieprzejezdny, zablokowany przez setki baranów i kóz. Zgłupieliśmy a przed oczami pojawiła się perspektywa spania w tym miejscu. Zaczęliśmy główkować co tu zrobić. Basia wyszła z auta i w towarzystwie Włoszki, która jechała przed nami z mężem, zaczęły krzyczeć i wymachiwać rękami. Jednak na niewiele się to zdało bo zwierzętom było dobrze w chłodnym i zacienionym miejscu. Po chwili do tunelu z piskami opon wjechał samochód i zaczęła się zabawa. Z auta wyskoczył tutejszy pasterz i głośnymi okrzykami „jucha jucha cha cha eja eja…” zaczął przeganiać spanikowane, wystraszone bydło, które szło drogą i nadal nas blokowało. Opiekun baranów uświadomił nas, że musi przejść z nimi kilka serpentyn i potem nas puści. Przez jakiś czas wleklismy się za zwierzętami i wąchaliśmy zapachy, którymi "pachniały". Pasterz dotrzymał słowa, sprowadził bydło z drogi i mogliśmy ruszyć w dalszą drogę.

 

 

Sleme - Mala Mojstrovka

Sleme - Mala Mojstrovka 2332 m n.p.m.

21 sierpnia 2012 r.

Vršič 1611 m n.p.m. alpejski Vratica alpejski Sleme alpejski Hanzova pot alpejski Mala Mojstrovka alpejski Grebenec alpejski Vršič

 

   Z Doliny Vrata pojechaliśmy serpentynami na Przełęcz Vršič. Stamtąd mieliśmy zamiar wyruszyć na Prisojnik (2547 m n.p.m.) jednak następnego dnia prognozowano popołudniowe burze i obawialiśmy się, że tej trasy nie obskoczymy. Poza tym stwierdziliśmy, że przydałby się nam lżejszy dzień.

   W rezultacie padło na Malą Mojstrovkę. Analizując przewodnik zainteresowało nas „tajemnicze” i pięknie wyglądające na zdjęciu miejsce. Czas nas nie gonił więc zrobiliśmy małe kółko i na przełęczy Vratica skręciliśmy w prawo by najpierw dojść do polany Sleme. Trochę się motaliśmy zanim tam dotarliśmy ale było warto. Takiego widoku dawno nie miałam przed oczami. Zielona polanka, jakby oaza na pustyni, a wokół surowe wapienne góry. Podobno stamtąd jest być może najpiękniejszy widok na Jalovec (2645 m. n.p.m.), jeden z najwyższych szczytów Alp Julijskich.

   Wylegiwaliśmy się tam dobre pół godziny. Jedno, czego żałuję to to, że nie wyszliśmy na Slemenovą špice (1911 m n..p.m.). Zakręciliśmy się trochę, a po fakcie okazało się, że na ten niewysoki szczyt było "rzut beretem". No cóż, będzie okazja pójść tam znowu.

   Droga na Mojstrovkę zaczęła się po piargach… łeee! Po czym nastąpiła zmiana i ruszyliśmy via ferratą Hanzova pot. Należy ona do łatwiejszych ale całkiem ciekawych tras i sprawiła nam wiele frajdy :)

   Dochodząc do szczytu myśleliśmy, że mamy omamy słuchowe. Znowu barany? To było niemożliwe by one tu weszły, patrząc na skały, po których wchodziliśmy na górę. Kiedy usiedliśmy na szczycie wszystko się wyjaśniło. Południowe zbocza Mojstrovki są łagodniejsze i baranki zgrabnie bo nich hasały uciekając przed nami w stronę szczytu Velika Mojstrovka.

   Tymczasem w dali zaczęło grzmieć i z zachodu napływały gęste chmury. Po chwili za Prisojnikiem nie było widać nic prócz ściany deszczu szybko zbliżającej się w naszym kierunku. Na szczycie naszego niedoszłego celu było kilka osób, ale w tym czasie nie chcieliśmy być na ich miejscu i uciekać stamtąd podczas burzy.

   Przed nami było nieco wiecej niż godzina do schroniska Tičarjev dom na Vršiču. Szybko ruszyliśmy w dół tym razem przez Grebenec. Zaczęło padać gdy przełęcz mieliśmy w zasięgu wzroku, trochę nas zlało ale burzowy koncert oglądaliśmy już z okna pokoju.

Triglav - najwyższy szczyt Alp Julijskich

 

Czytaj więcej...

Škrlatica - Jak porwać się z motyką na księżyc

 

Czytaj więcej...