Cima della Rosetta - nasz pierwszy szczyt w grupie Pale di San Martino

 

Cima della Rosetta 2743 m n.p.m.

2 sierpnia 2013 r.

Passo Rolle 1989 m n.p.m. alpejskie Passo della Costazza 2174 m n.p.m. alpejskie Baita Segantini

San Martino di Castrozza alpejskie Cima della Rosetta alpejskie Rifugio Rosetta 2581 m n.p.m.

 

   Wyspani i zadowoleni z życia opuszczamy parking u stóp Marmolady. Suniemy brzegiem Lago di Fedaia na Passo Fedaia a następnie na południe by drogą wiodącą pomiędzy Grupą Marmolady i Grupą Pale di San Martino dostać się na Passo Rolle.

2013 08 02 cima della rosetta 0623

   Kiedy docieramy na przełęcz naszym oczom ukazuje się zupełnie inne, niż dotychczas nam znane, oblicze Dolomitów. Niedostępne pionowe ściany Cima della Vezzana 3192 m n.p.m. i szpiczasty wierzchołek Cimon dela Pala 3184 m n.p.m. robią ogromne wrażenie.

   Dziś zaplanowaliśmy luźniejszy dzień więc góry będziemy oglądać z dołu. Szybko znajdujemy szlak, którym idziemy do bufetu Baita Segantini. Właściwy prowadzi kamienistą drogą, ale szybko z niej schodzimy na dobrze wydeptaną ścieżkę prowadzącą łąkami. Po drodze mijamy stada pasących się krówek i dużo krowich placków, na które trzeba uważać :)

   Spokojnym krokiem w ciągu około 40 minut dochodzimy pod imponujące ściany najwyższych szczytów Pali. Wprost nie można oderwać od nich oczu. Dlatego nie dziwi fakt, że ludzi jest tu mnóstwo a na parkingu był problem z miejscem.

   Idealna miejscówka na wypoczynek. Można coś zjeść w bufecie (choć ceny nas odstraszają), poopalać się w słońcu, ochłodzić stopy w jeziorku i nacieszyć oczy widokami.

   Siedzimy i patrzymy, szczególnie na Cima della Vezzana, którą chcemy zdobyć kolejnego dnia. Zastanawiamy się, czy dałoby się wejść tam od tej strony. Niby są jakieś ścieżki, jest jakiś szlak ale wygląda to niewiarygodnie trudno. Analizujemy mapę i znajdujemy rozwiązanie...

   Wracamy do auta. Zapadła decyzja, musimy dostać się dzisiaj do schroniska.

   Dojeżdżamy do San Martino di Castrozza i parkujemy samochód w okolicy kolejki górskiej. Przepakowujemy rzeczy, zakładamy plecaki i idziemy kupić bilety, a następnie wjeżdżamy gondolą na La Rosetta. Od górnej stacji mamy rzut beretem na szczyt Cima della Rosetta, mieliśmy leniuchować ale grzechem byłoby nie podejść na jej wierzchołek. Ani chwili nie żałujemy tej decyzji. Nie dość, że jest to dobra rozgrzewka przed jutrem to widoki na miasteczko i góry są wspaniałe. Nie jesteśmy pewni ale chyba widać Triglav w Alpach Julijskich.

   Sprawnie zbiegamy ze szczytu i idziemy do schroniska Rifugio Rosetta. Nie rezerwowaliśmy miejsc a jest szczyt sezonu, mimo tego bez problemu dostajemy pokój. Chyba mamy szczęście :) Panują tutaj ciekawe zwyczaje. Zacznę od tego, że w schronisku nie wolno chodzić w butach górskich. Obiado-kolacja jest o jednej porze dla wszystkcih a przy stolikach siedzimy z osobami, które są w naszym pokoju. Mieszkamy z grupą Niemców. Tylko jeden z nich mówi po angielsku, od razu nawiązujemy z nim kontakt i rozmawiamy między innymi o skokach narciarskich oraz Adamie Małyszu :)

   Na kolację możemy zamówić coś z menu schroniska, w cenie są  dwa dania i deser za to picie płatne dodatkowo. Bardzo smakuje nam polenta, czyli cytuję "włoska potrawa ludowa sporządzana pierwotnie z mąki kasztanowej obecnie na ogół z mąki kukurydzianej lub kaszki kukurydzianej, niekiedy z dodatkiem sera i różnych sosów", którą podano z przesmacznym gulaszem wołowym. Palce lizać! Ale hitem okazał sie deser. Coś ala budyń ale na pewno nie zwyczajny jaki robimy w Polsce. Żałuję, że nie zapamiętałam dokładnej nazwy.

   Po sycącym posiłku i napitku pora spać bo rano będzie cieżko wstać... ;)

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież