Radziejowa 1262 m n.p.m.

30 stycznia 2012 r.

Jaworki czerwony Przełęcz Obidza 938 m n.p.m. niebieski Wielki Rogacz 1182 m n.p.m. czerwony Radziejowa

 

   Po kilku dniach białego szaleństwa na stokach Palenicy, tak dla odmiany i korzystając z okazji, że jesteśmy blisko, udajemy się na Radziejową, czyli kolejny szczyt należący do KGP.

   Poranek jest bardzo mroźny. Ruszamy dość wcześnie by jeszcze za widoka wrócić na kwaterę. Początkowo idziemy szeroką drogą i w pewnym momencie odbijamy w lewo na zwykłą ścieżkę, która teraz jest pod śniegiem. Jest trochę przedeptane ale ze względu na sporą ilość śniegu idzie się ciężko.

Widok na Trzy Korony

   Już z daleka widać wieżę widokową na Radziejowej, wydaje się, że nasz cel już blisko ale w takim tempie chyba szybko tam nie dojdziemy.

   Czym wyżej tym więcej śniegu i idziemy mozolniej. Za to odsłaniają się coraz to lepsze widoki. Najpierw naszym oczom ukazuje się pasmo Małych Pienin z najwyższym szczytem całych Pienin czyli Wysoką zwaną też Wysokimi Skałkami. Następnie wyłaniają się Tatry. Rewelacyjnie widać między innymi Sławkowski, Łomnicą, Durne Szczyty czy Baranie Rogi.

   Z Jaworek ruszył za nami pies. Cały czas nam towarzyszy i jest przyjaźnie nastawiony. Dziwi nas to, bo jest strasznie zimno a on idzie z nami od ponad godziny. Grzesiek próbuje go przestarszyć by wrócił do domu ale on wyczuwa we mnie sprzymierzeńca i zostaje. Robi mi się go żal bo łapki ma całe skulkowane od śniegu i pomagam mu je oczyścić. Kiedy jemy kanapki oddaję mu kawałki wędliny.

   Pierwszych ludzi tego dnia spotykamy w rejonie Wielkiego Rogacza, gdzie znajduje się skrzyżowanie szlaków. Piesek jest tak przyjacielski, że z machającym ogonem wita turystów. Obserwujemy ich przez chwilę i widzimy, że kierują się w stronę Jaworek. Wykorzystujemy sytuację i szybko oddalamy się zostawiając psiaka z nimi. Mam nadzieję, że wróci do swojego pana.

   Dalej od Wielkiego Rogacza próbujemy momentami iść na skróty ale brodzenie po kolana w śniegu mocno nas męczy. Mija chyba godzina zanim docieramy na Radziejową. Uff... w końcu!

   Wierzchołek nie jest widokowy bo leży wśród drzew. Od razu wdrapujemy się na wieżę, ale nie jest to łatwe bo stopnie nie dość, że są strome to dodatkowo bardzo śliskie. Musimy uważać, ale warto bo widok na Tatry, mimo iż widoczność nie jest rewelacyjna, cieszy oko :)

   Jest już późno a przed nami długi spacer do Jaworek a potem jazda samochodem do Szczawnicy. Schodzimy na dół by zrobić sobie obowiązkowe zdjęcie na szczycie i napić się ciepłej herbaty przed drogą.

Tablica szczytowa

   Może nie jest to miejsce widokowe ale muszę przyznać, że las wygląda fantastycznie i w jakimś stopniu rekompensuje brak przestrzeni.

   Wracamy. Po ciepłym świetle na drzewach widać, że do końca dnia niedaleko. Prawdopodobnie nie zdążymy zejść przed zmrokiem. 

   Załapujemy się za to na zachód słońca z Tatrami w tle. Drzewa ciemnieją a śnieg mieni się w ciepłych barwach przez co las robi się tajemniczy... W końcu słonko znika za szczytami. Długo jest dosyć widno lecz z minuty na minutę czuć, że robi się zimniej. Idziemy dalej po dobrze widocznych śladach, mam nadzieję, że nie zgubimy drogi.

   Kiedy w dali zauważamy pierwsze zabudowania cieszymy się, że jesteśmy prawie w domu. Gdzie to tylko możliwe uskuteczniamy zjazdy na czterech literach by przyspieszyć schodzenie w dolinę.

   Jest już całkiem ciemno i zapowiada się piękna bezchmurna noc przy tym zimna jak diabli. Przy sklepie koło parkingu znajdujemy termometr, który już wskazuje minus 17 stopni. To ile będzie nad ranem? Brrr... Na szczęście my wówczas będziemy leżelli w ciepłym łóżeczku :)

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież