Smerek - Połonina Wetlińska

10 listopada 2011 r.

Stare Sioło zolty Przełęcz M.Orłowicza 1093 m n.p.m. czerwony Smerek 1222 m n.p.m. czerwony Przełęcz M.Orłowicza

czerwony Osadzki Wierch 1253 m n.p.m. czerwony Schronisko Chatka Puchatka (Hasiakowa Skała 1232 m n.p.m.)

 

   Nareszcie udało nam się zrealizować upragniony wyjazd w Bieszczady. W listopadowy długi weekend mogliśmy spełnić swoje kolejne marzenie i ruszyć w jeszcze nieznane nam tereny

   Po kilku godzinach jazdy samochodem, wieczorem zameldowaliśmy się w Wetlinie i bez problemu znaleźliśmy miejsca noclegowe w pobliskim Domu Wycieczkowym PTTK. Każdy dzień mieliśmy zaplanowany, więc nie tracąc czasu z samego rana rozpoczęliśmy trekking po Bieszczadach. Idąc początkowo żółtym szlakiem przez las nie zdawaliśmy sobie sprawy co nas dalej czeka. Szliśmy równym krokiem ubrani w same polary gdyż podejście mocno nas rozgrzało. Po dłuższej chwili spotykaliśmy pierwszych bieszczadzkich turystów. Owinięci po same zęby w szale, czapki i rękawice wzbudzili nasze zainteresowanie. W jednym momencie spojrzeliśmy na siebie ze zdziwieniem i zapytalaliśmy ich co jest grane. Usłyszeliśmy, że wyżej jest bardzo zimno co potęguje mocno wiejący wiatr.

   Kiedy doszliśmy na Przełęcz Orłowskiego otwarła się przed nami całkowicie odkryta przestrzeń bez drzew, tylko same trawy. W tym momencie poczuliśmy przeszywający chłód. Wiatr wiał tak mocno, że trudno było ustać na nogach. Szybko schowaliśmy się za niewielkim skrawkiem skały i w tempie błyskawicznym ubieraliśmy na siebie wszystko co tylko mielismy w plecakach. Czując względny komfort cieplny skierowaliśmy się w kierunku pobliskiego szczytu, gdzie według mapy znajdował się punkt widokowy. Na Smerek dotarliśmy po kilku minutach, lecz przez zimno szybko zawróciliśmy spowrotem na przełęcz. Kontynuowaliśmy naszą wędrówkę po Połoninie Wetlińskiej w kierunku Chatki Puchatka, schroniska w którym zamierzaliśmy przespać noc.

   Robiło się późno i coraz bardziej nie było widać świata w około. Gęstniejąca mgła, opadająca szadź i wiejący non stop mroźny wiatr potęgowały nasze zmęczenie. Widoczność z minuty na minutę pogarszała się ale ku naszej radości dostrzegliśmy we mgle kształt schroniska. Cieszyliśmy się, że nareszcie się ogrzejemy i  zjemy coś ciepłego. Z uśmiechami weszliśmy do schronu jednak okazało się, że jest tam niewiele cieplej niż za oknami. Ale ważne było to, że mogliśmy dostać herbatę i pyszny gorący bigos.

   Brak prądu, wody, WC na zewnątrz oraz świadomość noclegu w zimnym pokoju nie kojarzyło się z niczym miłym, ale liczył się również klimat tego miejsca. Jak się okazało przez pokój przechodził komin, który co nie co nagrzewał pomieszczenie dopóki działał bufet. Zmęczeni szybko poszliśmy spać z nadzieją na lepszą pogodę by móc wyruszyć w dalszą drogę.

 

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież