Grań Baszt od Dryganta - co zrobić by znienawidzić kosówkę

 

Czytaj więcej...

Sławkowski Szczyt

Sławkowski Szczyt 2452 m n.p.m.

24 czerwca 2012 r.

Stary Smokowiec niebieski Rozdroże pod Sławkowskim Szczytem niebieski Sławkowski Szczyt

 

   Chyba każdy, kto przejeżdżał u podnóża Tatr po słowackiej stronie, zwrócił uwagę na monumentalną posturę Sławkowskiego Szczytu. Jest to idealny cel na jednodniowy wypad, choć są relacje w sieci, które nie szczególnie zachęcają do pójścia tym długim i według niektórych mało ciekawym szlakiem. Mimo wszystko postanawiamy sprawdzić to sami.

   Początek szlaku prowadzi lasem. Do punktu widokowego droga mija nam nawet szybko. Tu zatrzymujemy sie na krótki odpoczynek i posiłek. Widoki są wspaniałe, zwłaszcza na wyróżniającą się Pośrednią grań oraz Łomnicę.

Dalej ścieżka wiedzie między kosodrzewiną. Ten odcinek faktycznie dłuży się niemiłosiernie i dopiero po wyjściu na Sławkowski Grzebień jest ciekawiej a widoki stają się bardziej rozlegle.

Fragment szlaku na Sławkowski Szczyt w kosówce

2012 06 24 slawkowski szczyt 0014

Strzelista Pośrednia Grań i jej Zimnowodzka Grań

Kopuła szczytowa Łomnicy

2012 06 24 slawkowski szczyt 0010

W dali po środku wierzchołek Sławkowskiego Szczytu, po prawej jeszcze lekko ośnieżony Jaworowy

   Początek dnia jest przepiękny, po niebie płynie tylko kilka niegroźnych chmurek.

   Z czasem zaczyna się kotłować nad Łomnicą. To jakieś specyficzne miejsce, tam zawsze zaczyna się chmurzyć w piewszej kolejności.

Chmur przybywa błyskawicznie i wgląda na to, że z minuty na minutę bedzie coraz gorzej. Mobilizujemy sie i tak szybko na ile pozwalają nam siły podążamy w stronę wierzchołka Sławkowskiego Szczytu.

Łomnica Dymi

 

2012 06 24 slawkowski szczyt 0038

   Niektóre szczyty mają to do siebie że na swój sposób oszukują wędrowca. I taki właśnie jest Sławkowski. Przy każdym kolejnym wzniesieniu wydaje się, że to już końcówka ale niestety. Jeszcze jedno podejście i następne, i tak kilka razy.

   Po ponad 5 godzinach marszu stajemy na szczycie. Gdybym miała iść wyżej nie zrobiłabym ani jednego kroku więcej. Jednak widoki są warte tego wysiłku. Jak na dłoni mamy całą Dolinę Staroleśną, bezpośrednio otaczające ją szczyty i te bardziej odległe.

2012 06 24 slawkowski szczyt 0041

   Niestety chmury rozgościły się już na dobre, a najwięcej skumulowało się w okolicy Gerlacha i całkiem go zasłoniły.

   Skupiamy sie więc na tym co widać a zwłaszcza na szczytach które bardzo chcemy kiedyś zdobyć. Marzymy by znaleźć się na Lodowym i Małym Lodowym Szczycie, na Łomnicy, podoba nam się Jaworowy. O Pośredniej Grani nie wspominając ale dostępna jest pewnie tylko dla taterników z prawdziwego zdarzenia. Przynajmniej takie wrażenie robi jak patrzymy na jej strzelistą formę.

   Siedzi się tutaj wyśmienicie ale pogoda robi się coraz gorsza, chmury szaleją i nie wiadomo co z tego wyniknie. Strzelamy po kilka pamiątkowych fotek i zaczynami się pakować.

2012 06 24 slawkowski szczyt 0060

   Trochę odwlekamy decyzję o schodzeniu, bo chmury zachowują się dość dynamicznie i mamy małą nadzieję, że jednak odsłonią to co kryją po lewej stronie. Czekamy kilkanaście minut bacznie obserwując co się dzieje lecz w końcu rezygnujemy. Chmur jeszcze przybywa i zasłaniają niemal wszystko w około. Na zejściu nie widać już prawie nic.

2012 06 24 slawkowski szczyt 0087

   Droga powrotna to dla mnie koszmar. Przesiliłam kolano i nie mogę obciążać lewej nogi. Dreptam powoli i ostrożnie stawiam każdy krok. Nie mam pojęcia ile zajmuje nam zejście ale trwa to wieczność. Kiedy w końcu siadam w samochodzie czuję wielką ulgę ale i ból :( Pewnie na jakiś czas będę musiała wyluzować z tak długimi wyrypami.

   Dzień jest jeszcze młody więc wpadamy na pomysł by wydłużyć sobie drogę do domu. Postanawiamy objechać w koło całe Tatry. Nigdy wcześniej nie widziałam ich z dalszej perspektywy od strony słowackiej.

   Okazuje się to świetnym pomysłem i sprawia nam dużo radości. Zatrzymujemy się gdzie tylko jest taka możliwość i uwieczniam te widoki w pamęci aparatu fotograficznego. Przynajmniej na jakiś czas zapominam o bolącym kolanie :)

Tatry Wysokie od strony słowackiej

I Tatry Zachodnie

 2012 06 24 slawkowski szczyt 0100

Jesienna wędrówka Orlą Percią - od Koziego Wierchu po Granaty

Czytaj więcej...

Grań Kościelców

Grań Kościelców (III)

Zadni Kościelec - Kościelec 

2 października 2011

Kuźnice niebieski Hala Gąsienicowa czarny ścieżką do Mylnej Przełęczy - Szafa - Zadni Kościelec 2162 m n.p.m. - Kościelcowa Przełęcz

- Kościelec 2155 m n.p.m. czarny Karb niebieski Schronisko Murowaniec

 

   Fajnie się złożyło bo pogoda dopisała i mieliśmy wystarczająco dużo czasu by zrealizować w Tatrach coś fajnego. Przed szóstą wyruszyliśmy w kierunku Kuźnic, następnie przez Boczań na Halę Gąsienicową. Pierwsze kroki mieliśmy skierować do Murowańca by zaklepać sobie nocleg i zostawić większość rzeczy, które na Kościelcach nie będą nam potrzebne. Po drodze nasze myślenie uległo pewnej korekcie i zdecydowaliśmy, że szkoda czasu więc idziemy od razu na Mylną Przełęcz. W końcu GK nie jest taka trudna i damy radę również z większymi plecakami.

Hala Gąsienicowa - czarny szlak prowadzący do Świnickiej Przełęczy

Gładka tafla Zielonego Stawu

W dali Kasprowy Wierch, z lewej zbocze Beskidu

   Po zejsciu z czarnego szlaku trochę się motaliśmy ale najważniejsze, że cel pośredni był coraz bliżej i cały czas go widzieliśmy.

Grań Kościelców w całej okazałości

Podejście na Mylną Przełęcz

Mylna Przełęcz już niedaleko

W ścianach Kościelca działało juz kilka grup wspinaczy. My rozsiedliśmy się wygodnie na przełęczy i zaczęliśmy przygotowania do wspinu na Szafę. Jakiś czas byliśmy sami, ale po chwili dołączył do nas jeden zespół. Panowie poszli pierwsi a my zaraz za nimi. Pierwsze wspinanie w Tatrach wywołało w nas nie lada przeżycia, wręcz swego rodzaju podniecenie.

Widok z Mylnej Przełęczy - Żółta Turnia i fragemnt Orlej Perci z Granatami, w dole widać Zmarzły Staw

Szafa - inaczej Uszata Turnia

Pierwszy zespół na Szafie

Widok z Mylnej Przełęczy na Tatry Zachodnie, szpiczasty szczyt po lewej to Skrajna Turnia mijana w drodze z Kasprowego na Świnicę

   Grzesiek asekurował. Obawy, które miałam przy pierwszych krokach szybko odeszły w zapomnienie (to słynne tarcie), poczułam się pewniej i napierałam do góry. Na Szafie założyłam stanowisko z pętli i do góry pocisnął Grzesiek.
Na Mylnej kłębiło się coraz więcej ludzi, wiedzielismy, że jeśli nie ruszymy dalej to będzie nieciekawie. Dalej asekurując obserwowałam poczynania partnera. Kolejny odcinek pokonaliśmy na lotnej i dotarliśmy do trójkowego uskoku. Po nim jeszcze kawałek na lotnej i zanleźliśmy się na Zadnim Kościelcu.

Grań Praojców - Kościelec i Zadni Kościelec

Uskok przed wierzchołkiem Zadniego Kościelca - fajne wspinanie

   W końcu mogłam na chwilę zdjąć buty wspinaczkowe i dać stopom odpocząć.

   Zupełnie inaczej wygląda świat z tej perspektywy. Kiedyś siedząc na Kościelcu patrzyłam w kierunku grani, nawet nie wiedziałam jak się "to coś" nazywa i mogłam tylko pomarzyć, że tutaj będę. Jak widać marzenia spełniają się :)

Panorama Orlej Perci

Grzesiek na Zadnim Kościelcu, w dali zatłoczony szczyt Kościelca

Dolina Zielona Gąsienicowa w barwach jesieni - największy ze stawów to Zielony, obok niego Kurtkowiec, jeden z Czerwonych Stawków oraz Litworowy w dali

Widok z Zadniego Kościelca na Kasprowy, Giewont, Kościelec i u jego podnóża Długi Staw

Odpoczynek na Zadnim Kościelcu

   Kontynuując na asekuracji lotnej szliśmy tym razem w dół w kierunku Przełęczy Kościelcowej, znajdującej się na wysokości 2110 m n.p.m. Zejście granią wprost na przełęcz nie było takie łatwe jak nam się wydawało. Przypuszczam, że zabrakło nam tutaj doświadczenia i obycia ze skałą. Wobec powyższego poszukaliśmy sobie obejścia, które zważywszy na nasz nadbagaż okazało się "zabawą ryzyk-fizyk". Nieco podenerwowani i na szczęście bez szwanku znaleźliśmy się na przełęczy.

Schodzimy na Kościelcową Przełęcz

Południowa ściana Kościelca - tam będziemy się wspinać

   Znowu przypadło mi w udziale prowadzenie wyciągu, rozpoczęłam wspin na Kościelec, sprawnie dotarłam do pierwszego stanowiska z zamiarem zainstalowania się na nim. Nie wiem co mną zawładnęło w tamtym momencie ale poszłam dalej. Założyłam kilka przelotów i niestety lina zaczęła się blokować. Nie było odwrotu, musiałam dać sobie z tym radę. Chwilami czułam się jak wół pociągowy, klęłam jak wściekła i śmiałam się przez łzy, czułam się mała i bezradna lecz cały czas napierałam do góry. W tamtym momencie nie pragnęłam niczego tylko dojść do szczytu, zachować spokój i skutecznie zaasekurować Grześka. Mam nadzieję, że ta nauka nie pójdzie w las.

   Nic mnie tak nie rozbroiło na koniec jak zadowolony z siebie partner niezdający sobie sprawy z mojej walki.

   Podsumowując: było super! chcemy jeszcze! wspin w granicie wymiata! jesień w Tatrach to bajka!

Kościelec od strony północnej - lepiej znanej i podziwianej

Krywań

Krywań 2494 m n.p.m.

21 sierpnia 2011 r.

Bielańska Dolina - Trzy Źródła zielony Rozdroże pod Krywaniem niebieski Krywań

 

   Pewnego dnia stawiając pierwsze kroki na szczycie Kasprowego Wierchu w dali ukazała nam się piękna góra o charakterystycznym kształcie. Spoglądając na siebie głeboko westchnęliśmy, to musi być ten Krywań, narodowa góra Słowaków. Naszym pierwszym górskim marzeniem było stanąć kiedyś na tym szczycie.
   Najwyższy czas w końcu je spełnić. Chcieliśmy by na ten wyjątkowy szczyt trafić w pewną i ładną pogodę. Czeka nas długa i męcząca wędrówka, trwająca według mapy około pięciu godzin i miło byłoby przeżyć ją w komfortowych warunkach.
   Prognozy są optymistyczne, a nawet więcej, bo mimo tego iż jest już prawie koniec lata zapowiada się bardzo gorący dzień. Wymyśliliśmy by przyjechać na Słowację dzień wcześniej i przespać się w aucie na parkingu w Bielańskiej Dolinie. A następnie z samego rana, jak tylko zacznie się rowidniać, ruszyć unikając w ten sposób tłumów na szlaku oraz wędrówania w upale.
   Szlak rozpoczyna się w okolicach Trzech Źródeł, długo idziemy lasem, a potem coraz wyżej pniemy się zakosami. Przez piętro lasu widoki początkowo są mocno ograniczone, ciągnie się niemiłosiernie i końca nie widać. Przechodzimy piętro kosodrzewiny i idziemy dość szeroką ścieżką, z której doskonale widać Krywań, w zasadzie tylko jego... Kiedy docieramy w okolice Małego Krywania (2335 m n.p.m.) otwierają się przed nami piękne tatrzańskie widoki.

   Po marszu granią i krótkim niezbyt trudnym scramblingu tuż pod szczytem, w końcu wychodzimy na wierzchołek.

    Wooow... widoki są bajeczne, a panorama Tatr Zachodnich i Wysokich szeroka. Widoczność jest niesamowita a na niebie prawie ani jednej chmurki. Jest jeszcze pusto i bez problemu możemy dostać się pod krzyż.

Zbliżenie na okolice najwyższych szczytów: na najdalszym planie Lodowy, Durny i Łomnica, trochę bliżej od lewej Rysy, Wysoka i grań na Gerlach

W dole uroczy Zielony Staw Ważecki. Cała Dolina Ważecka jest piękna ale niestety niedostępna bo należy do obszaru ścisłej ochrony.

Panorama z Krywania - od Czerwonych Wierchów po Szczyrbskie Jezioro

   Z minuty na minutę przybywa coraz więcej ludzi i robi się kolejka do puszki szczytowej. Wszyscy chcą się wpisać do książki, łącznie z nami. 

   Pojawia się też bufet :) Ktoś przedsiębiorczy wytaszczył na górę kilkuprocentowy trunek w postaci słowackiego piwa w ilości hurtowej. Facet znalazł się w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie gdy z nieba leje się żar.

Jakimś cudem udało mi się sfotografować krzyż bez turystów :)

   Można byłoby tak siedzieć wieki, bujać w obłokach i delektowac się tymi widokami ale czeka nas jeszcze droga powrotna. Ostatnie spojrzenie na tatrzańskie szczyty, kilka łyków napoju izotonicznego i ruszamy w dół. Idziemy dość wolno bo mnóstwo osób wychodzi do góry i miejscami musimy ustępować sobie miejsca.

   Jest bardzo gorąco a do lasu i cienia jeszcze spory kawałek, cieszę się, że my już schodzimy i współczuję tym, którzy pocą się idąc do góry.

Z lewej Mały Krywań

W dali Krywań, który z tej strony nie jest w ogóle do siebie podobny, z widocznym na niego szlakiem :)

   Po kilkudziesięciu minutach zbaczamy na chwilę ze ścieżki i dochodzimy na rozległe trawiaste pole, gdzie grupa ludzi wygrzewa się w słońcu. Stąd Krywań i jego strome zachodnie zbocze prezentują się wspaniale. Również my przysiadamy na chwilę i ogarnia nas przyjemne lenistwo. Dzień jest cudowny, długi i tak naprawdę nigdzie nam sie nie śpieszy.

Wracamy na szlak bo kiedyś trzeba zejść na dół :)

   Około 17:00 dochodzimy do auta i ruszamy w drogę powrotną do domu z bagażem pełnym wrażeń i niezapomnianych chwil.