Ciemniak - walka z wiatrem halnym

 

Ciemniak 2096 m n.p.m.

31 Października 2010 r.

Kiry zielony czerwony Chuda Przełączka 1850 m n.p.m. czerwony Ciemniak

 

   Przed zawitaniem w Tatry prawdziwej zimy postanowilismy zdobyć Ciemniaka.
W ostatni dzień października zapowiadała się piękna słoneczna pogoda. Altocumulus-lenticularis (chmury soczewkowe) sunące po niebie jednoznacznie wskazywały na halny w górach.
Obawialiśmy się tego, gdyż jeszcze nie wędrowalismy w takich warunkach, mimo tego bardzo nas ciągneło by odczuć to na własnej skórze.
   Ruszając czerwonym szlakiem z Kirów ku Chudej Przełączce nie zdawaliśmy sobie sprawy co nas czeka. Idąc lasem a następnie kosówką odczuwalismy tylko umiarkowany wiatr. Szliśmy powoli, nie spiesząc się, za to delektując się widokami. Było troche ślisko, poza tym droga nie przysparzała problemów.
   Ktoś już schodził z góry, mieliśmy więc okazję zaczerpnąć informacji z pierwszej ręki jak jest wyżej. Facet mówił, że na szczyt nie dotarł, bo nie da się iść - tak wieje, że ledwo na nogach ustał i postanowił zawrócić. Odradzał nam dalszą wędrówkę. Zmierzyliśmy go wzrokiem, chłop jak dąb i nie podołał a co dopiero my drobniejsi, pojawiły się spore wątpliwości.
   On poszedł w dół a my zostaliśmy "w kropce".
   Po krótkiej analizie "za i przeciw" poszliśmy wyżej, by na Chudej Przełączce przekonać się co turysta miał na myśli.
Rzeczywiście nie dało się ustać na nogach, cały czas zapieraliśmy się nogami i kijkami, a momentami musieliśmy wręcz kłaść się na ziemi. Postanowiliśmy, pomimo wszystkiego, doczłapać pomału na szczyt. Nie wiem ile czasu nam to zajęło ale trwało długo.
   Czym wyżej tym było gorzej, na Ciemniaku udało nam się znaleźć małą nieckę, gdzie chociaż troszkę schroniliśmy się przed wiatrem. Podmuchy nie pozwalały spokojnie zjeść i napić się herbaty, nie wspomnę o robieniu zdjęć. Był spokój, cisza, 2 osoby na krzyż i szum wiatru. Widoki piękne, widocznośc dobra i nie chciało się stamtąd wracać ale siedzenie nie należało do najprzyjemnieszych.
   Wracaliśmy prawie na czworaka. Próbowalismy poddać się sile wiatru, dziwne uczucie kiedy on rzuca człowiekiem jak chce, ale było to kuszenie losu. Wystarczyłby mocniejszy podmuch i byłabym szybciej na dole :/

   Opieranie się żywiołowi było męczące, ale przyznam, że to ciekawe doświadczenie.

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież