Czerwone Wierchy w deszczu i w chmurach

 

Małołączniak 2096 m n.p.m.

Krzesanica 2122 m n.p.m.

Ciemniak 2096 m n.p.m.

18 września 2009 r.

Dolina Małej Łąki niebieski Miętusi Przysłop niebieski Małołączniak czerwony Ciemniak czerwony Chuda Przełączka czerwony zielony Kiry

 

   Połknęliśmy tatrzańskiego bakcyla na dobre i stęskniło nam się za górami. Mamy dwa dni do dyspozycji, więc planujemy dzień w Zachodnich i dzień w Wysokich.

   Nad Tatrami wiszą chmury, ale mimo to postanawiamy gdzieś pójść, najlepiej szlakiem, którego jeszcze nie przeszliśmy. Wybór pada na „niebieską trasę” z Przysłopu Miętusiego, przez Kobylarzowy Żleb prosto na Małołączniak.

   Niestety rozpadało się na dobre. Motamy się trochę i  zastanawiamy czy jest sens iść dalej, czy wracać, co robić… ? Ale skoro już tutaj przyjechaliśmy to wykorzystajmy ten dzień.

   Leje mocno i praktycznie całą drogę. W lesie nie jest to tak bardzo uciążliwe bo drzewa trochę nas chronią. Natomiast skały w Kobylarzowym Żlebie są bardzo śliskie i gdyby nie łańcuchy byłoby ciężko. Swoją drogą nie spodziewaliśmy się tego typu ułatwień w Tatrach Zachodnich.

   Gdy docieramy do Czerwonego Grzbietu deszcz zanika, wchodzimy w chmury i dalej wychodzimy ponad nie :) Wilgotność powietrza jest tak duża, że wyglądamy jak zmoknięte kury. Włosy mamy poprzyklejane do twarzy a ciuchy do całego ciała.

   Z nadzieją, że chociaż na chwilę chmury rozstąpią się, podążamy w stronę szczytu. Tu zaskakuje nas ilość ludzi, która kręci się po Małołączniaku. Czyli nie tylko my łazimy w taka pogodę :)

   Na górze jest cieplej niż było na dole kiedy wchodziliśmy na szlak. Chmury rzedną i na chwilę wychodzi słońce. Są i widoczki w dal :) Przekonani, że ciuchy trochę się podsuszą przebieramy się w coś suchego a przemoczone rzeczy układamy na kamieniach.

   Niestety jak szybko słońce wyszło tak szybko zaszło. Urządzamy tutaj konkretny popas i nadal czekamy na pogodowy cud.

   W rezultacie żaden cud nie mam miejsca. Ale dajemy mu jeszcze jedną szansę i idziemy na Krzesanicę i Ciemniak. Niestety nadal nic. Chmur przybyło i momentami nic nie widzimy. Oglądamy za to ładne zjawisko jak chmury kotłują się po jednej stronie grani. Bardzo to fotogeniczne :)

   Kiedy schodzimy Twardym Grzbietem w stronę Chudej Przełączki znowu wychodzi słońce i znowu tylko na krótką chwilę. 

  Pogoda trochę sobie z nas zakpiła, ale nie żałujemy dzisiejszego wypadu. Nigdy wcześniej nie widzieliśmy takich widoków. W ładną pogodę takie się nie zdarzają.

   Jutro mamy nowy dzień. Jak dotrzemy w dolinę zdecydujemy co będzie naszym celem. No i może w końcu pogoda w cudowny sposób poprawi się :)

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież