Wymarzony Giewont i Kondracka Kopa, nasz pierwszy dwutysięcznik

 

Giewont 1894 m n.p.m. - Kondracka Kopa 2005 m n.p.m.

16 września 2006 r.

Dolina Małej Łąki zolty Kondracka Przełęcz 1725 m n.p.m. niebieski Giewont  niebieski Kondracka Przełęcz

zolty Kondracka Kopa czerwony Przełęcz pod Kopą Kondracką 1863 m n.p.m.

zielony Schronisko na Hali Kondratowej niebieski Kuźnice

 

  Wczoraj rozgrzewka na Sarniej Skale a dziś nareszcie coś konkretnego i  spełnienie marzenia z dzieciństwa, czyli wycieczka na Giewont :)

Startujemy szlakiem prowadzącym Doliną Małej Łąki. Kiedy osiągamy polanę wpadamy w osłupienie. Mała? Toż to ogromna i piękna hala. A widoki! Bajka! Na rozwidleniu żółtego i czarnego szlaku robimy postój i jemy śniadanie. Jest cudownie!

   Posileni ruszamy dalej. Początkowo szlak jest poziomą ścieżką, ale kiedy opuszczamy porośniętą trawą polanę zaczyna się lekko wznosić do góry.

Widoki są niesamowite. Fantastycznie prezentuje się siodło i Siodłowa Turnia

   Kiedy piętro lasu przechodzi w kosodrzewinę ścieżka jest już całkiem stroma i przybiera formę sklanych schodów zbudowanych z wielkich kamieni. Tu zaczynamy się pocić i ujawniają się nasze kondycje. Jest ciężko!

   Co podchodzimy wyżej już wydaje się, że zaraz będzie szczyt. W rzeczywistości do niego jeszcze daleko bo najpierw musimy dojść do Kondrackiej Przełęczy.

   Na miejscu zastajemy straszne tłumy. Ale to nic w porównaniu z tym co widać pod kopułą szczytową Giewontu. Wygląda na to, że historie o kolejce na Giewont były prawdziwe...

   Po krótkim odpoczynku przeznaczonym na uzupełnienie płynów i posiłek rozpoczynamy podejście na szczyt. Idzie nam to całkem sprawnie :) Po drodze odpoczywamy też we wspomnianej kolejce, która przesuwa się całkiem szybko.

   No i nareszcie stajemy pod krzyżem na Giewoncie!!! Ale radość! Nie wierzę, że tu jestem. Z powodu przeludnienia trzeba bardzo uważać by kogoś nie wysłać na lot w dół. A żeby dopchać się pod krzyż do zdjęcia trzeba mieć twarde łokcie. Ludzie kłebią się jak szaleni.

Niesamowity Długi Giewont

Przepaście

   Jako, że średnia to przyjemność gnieść się w tak niebezpiecznym miejscu szybko opuszczamy szczyt. Ale my tu jeszcze wrócimy w lepszych okolicznościach.

   Zejście to kolejna masakra. Niektórzy "turyści" to ludzie bez wyobraźni. Pchają się na innych i bezczelnie poganiają. My we czwórkę trzymamy się razem i nie pozwalamy idiotom zepchać nas na manowce.

   Skalisty teren opuszczamy bez szwanku i zasłużony dłuższy odpoczynek urządzamy w okolicy Wyżniej Kondrackiej Przełęczy. Tu jest bezpiecznie, więcej miejsca i miekka trawka pod tyłkiem :)

My na tle Kopy Kondrackiej

a tu za nami Małołączniak - cel na kiedyś :)

  Wypoczęci i naładowani pozytywną energią nabieramy apetytu na zdobycie jeszcze jednego szczytu. Nie wszystkim chce się iść dalej ale jak tu nie skorzystać z takiej okazji skoro jesteśmy już tak blisko i wysoko.

   Nikt nas nie goni, pogoda jest ładna więc spokojnie kierujemy się w stronę Kopy Kondrackiej. Mijamy Przełęcz Kondracką i łagodnie wznosimy się do góry.

   Z daleka widać, że kolejka na Giewont nadal stoi. Ale nie ważne, ważne za to, że zdobyliśmy Śpiącego Rycerza :)

Giewont w pełnej okazałości

Szlak prowadzący na Halę Kondratową, którym mieliśmy wracać

Siodło i Siodłowa Turnia również z tej strony prezentują się wyśmienicie, widać też Wielką Polanę w Dolinie Małej Łąki

  W końcu zdobywamy nasz pierwszy dwutysięcznik!!! Widoki stąd są jeszcze piękniejsze. Na Kopie spokój i prócz nas tylko kilka osób. W takich warunkach możemy z przyjemnością delektować się szczytem.

Nasza czwórka na Kopie Kondrackiej :)

  Jest super i moglibyśmy jeszcze długo tu siedzieć ale wszystko kiedyś się kończy. Musimy wracać bo przed nami daleka droga na kwaterę. Żeby nie wracać się pod Giewont na mapie wyszukujemy inny szlak, który doprowadzi nas do Schroniska na Hali Kondratowej a nastepnie do Kuźnic.

   Czewronym schodzimy na Przełęcz pod Kopą Kondracką a z niej zielonym na halę.

   Kiedy jesteśmy już niedaleko schroniska dobiega do nas odgłos jakiegoś zwierza. Rozglądamy się nierwowo wokół siebie ale nic nie widać. Idący przed nami panowie wyciagają lornetkę i szukają kierownika zamieszania. W międzyczasie ryk rozbrzmiewa jeszcze kilka razy. My z Martyną zaczynamy lekko panikować, a na myśl, że blisko nas kręci się niedźwiedź dostajemy gęsiej skórki.

   Ci starsi turyści już widzą skąd dobiega "wołanie". Słysząc naszą rozmowę zaczynają naśladować odgłosy i podśmiewać się z nas. W końcu widząc moją minę podają mi lornetkę i pokazują gdzie jest... jeleń!

Heh... a ten stoi sobie poniżej skał długiego Giewontu i ryczy jak wariat, a raczej jak jeleń na rykowisku, które odbywa się właśnie w tym czasie.

   Dalej idziemy już spokojnie i z przyjemnością nasłuchujemy potężnego ryku, który echem odbija się od okolicznych wzniesień.

   Przy schronisku zatrzymujemy sie tylko na łyk herbaty i z żalem żegnamy góry.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież