Sarnia Skała i bliskie spotkanie z Giewontem

 

Sarnia Skała 1377 m n.p.m.

15 września 2006 r.

Dolina Białego zolty czarny Czerwona Przełęcz 1301 m n.p.m. czarny Sarnia Skała

czarny Strążyska Polana 1042 m.n.p.m. zolty Wodospad Siklawica zolty czerwony Strążyska Dolina

 

   Po tym jak zakochaliśmy się w Tatrach będąc na Kasprowym w ubiegłym roku, postanowiliśmy zorganizować kilkudniowy wypad i zobaczyć coś więcej. Namówiliśmy jeszcze dwie osoby i ruszyliśmy pociągiem w stronę Zakopanego.

   Nocleg znaleźliśmy na miejscu. W okolicy dworca aż się roi od naganiaczy toteż nie było z tym najmniejszego problemu.

   Żeby nie marnować dnia ruszamy do Doliny Białego. Najpierw żółtym szlakiem a potem w prawo znakowaną na czarno Ścieżką nad Reglami docieramy do przełęczy. Już widać nasz cel czyli Sarnią Skałę, która z dołu wydaje się nie do zdobycia. Podchodzimy kawałek do góry, okrążamy ją od prawej strony i po skałkach wychodzimy na jej wierzch.

   Tutaj znajduje się dość rozległy taras, z którego rozpościerają sie piękne widoczki.

   Najbliżej nas znajduje się Giewont. Wyraźnie widać krzyż a nawet małych ludzików siedzących u jest stóp. Chciałoby się być na ich miejscu... na szczęście wszystko przed nami, w końcu mamy jeszcze dwa dni do dyspozycji :)

   Daleko na wschód wyłaniają się piękne szczyty Tatr Bielskich. Są zupełnie inne niż reszta pasma. Bliżej widać Długi Upłaz i ścieżkę prowadzącą na Halę Gąsienicową.

 

   Jest prawie jesień i gdzie niegdzie widać już jej oznaki, jednak dominują tu lasy iglaste i wszystko wydaje się jeszcze takie świeże zielone.

 

   Kiedy zauważam tego człowieka od razu chwytam za aparat. Zazdroszczę mu tej chwili. W tle też dzieje się coś ciekawego. Słońce schodzi już niżej i w dali tworzą się piękne wieloplany.

 

Na koniec robimy sobie wspólne zdjęcie i ruszamy w stronę Doliny Strążyskiej.

   Szybko docieramy do polany, a że bacówka jest jeszcze czynna załapujemy się na oscypki i coś do picia.

   Mamy trochę czasu do zmroku, więc by wykorzystać dzień maksymalnie idziemy zobaczyć wodospad Siklawica. Nie robi on na nas piorunującego wrażenia bo liczyliśmy na to, że jest przede wszystkim szerszy. Mimo tego warto było go obejrzeć i posłuchać szumu wody, tymbardziej, że mieliśmy go tylko dla siebie.

   Opuszczamy dolinę jako jedni z ostatnich. Nie była to długa wycieszka ale czujemy zmęczenie. Na domiar tego okazuje się, że mamy do przejścia spory kawałek na kwaterę. Nie znamy Zakopanego i bez mapy szukalibyśmy Chramcówek chyba do rana :)

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież