Bobotov Kuk i Kanion Tary na zakończenie bałkańskiej przygody

Tak urozmaiconych wakacji nie mieliśmy jeszcze nigdy. Naszą podróż po Bałkanach rozpoczęśliśmy na Słowenii w Alpach Juliskich a kończymy tutaj, w górach Czarnogóry. Plan zakładał finał w Górach Przeklętych (z serbskiego Prokletije, a właściwie Góry Północnoalbańskie), na najwyższym szczycie Czarnogóry o wymownej nazwie Zla Kolata. Jednak nie starczyło na wszystko czasu, bo na taki trip musielibyśmy dysponować trzema tygodniami urlopu.

Mimo to cieszymy się, że mamy okazję zobaczyć góry zupełnie inne niż Tatry czy Alpy i zdobyć najwyższy szczyt Durmitoru.

W Žabljaku, głównym centrum turystycznym rejonu, zaopatrujemy się w mapę. Od ręki można ją dostać w informacji turystycznej ale w formie bardzo uproszczonej i średnio czytelnej.

Jednak jeśli się dobrze poszuka na pewno uda się znaleźć typową mapę, o ile dobrze pamiętam było to wydawnictwo Kompass. My natknęliśmy się na nią już po fakcie, więc jak uda nam się tutaj kiedyś wrócić to sobie kupimy.

Rozkminianie terenu zajęło nam wczorajsze popołudnie i udało nam się zaplanować wycieczkę. Najważniejszą informacją jaką wyczytaliśmy z mapy okazała się możliwość podjechania samochodem na przełęcz Sedlo na wysokość 1907 m n.p.m.

Na przełęcz dojeżdżamy około 5 rano. Słońce jeszcze nie wzeszło ale jest już całkiem widno. Szybko namierzamy wydeptaną w trawie ścieżkę i podchodzimy pod skalne ściany. Początkowo mamy zagwózdkę gdzie dalej iść. W końcu zauważamy na skałach czerwone znaki i całkiem wyraźną perć. Trzymając się szlaku trawersujemy ścianę, po czym wchodzimy do małego kruchego żlebu, którym wydostajemy się na prawie płaski trawiasty teren.

Tuż obok nas wyrasta całkiem ładny szczycik o nazwie Uvita Greda. Wygląda kusząco, ciekawe czy tak na wprost dałoby się na to wejść? Ale póki co idziemy dalej.

Uvita Greda 2199 m n.p.m.

Maszerujemy łatwym terenem i kierujemy się w głąb doliny. W dali wyłaniają się ostre szczyty, wśród których wypatrujemy najwyższego. Być może któryś z nich to właśnie Bobotov Kuk.

Na horyzoncie szczyty Zubci oraz w słońcu z lewej Bobotov Kuk

Idąc dalej naszą uwagę przykuwa zbocze z ciekawymi wartswami. Jeszcze nigdy nie widziałam na żywo takiej formy skalnej. Gdybyśmy mieli więcej urlopu to chętnie weszłabym jeszcze na tą górę.

Sareni pasovi 2248 m n.p.m.

Cały czas idziemy względnie płaskim terenem i omijamy kolejne wzniesienia. Patrząc na mapę powinno być tutaj niewielkie jezioro, przy którym chcemy odpocząć i schłodzić stopy w wodzie.

I faktycznie jest ale wyschnięte :D Nie ma w nim ani kropli wody. Z pikniku nad jeziorem nici, wsuwamy więc po batonie i ruszamy dalej.

W końcu ścieżka zaczyna piąć się w górę. Z wysokością perspektywa się zmienia i w dali wyłaniają się kolejne górskie grzbiety. Jeszcze mocno pod górę trawiastym zboczem i jesteśmy pod Bobotov Kukiem.

Zupci i Dolina Surutka

Słońce praży niemiłosiernie. Jak dobrze, że wyruszyliśmy wczesnym rankiem. Gdyby grzało tak całą drogę chyba bym zwariowała. 

Przystajemy na chwilę i zdejmujemy co jeszcze się da. Bez krempacji, w końcu nie ma tutaj nikogo prócz nas.

Niedostępna z tej strony kopuła Bobotov Kuka - tam idziemy

Paraduję w gatkach i zauważam człowieka, który zmierza w naszym kierunku. Do teraz nie spotkaliśmy ani jednej osoby a tu masz, jak na zawołanie. Spowrotem wskakuję w spodenki i czekamy aż do nas dojdzie.

To Chorwat, który robi właśnie Koronę Europy. Ucinamy sobie krótką rozmowę o górach, po czym razem ciśniemy na wierzchołek Kuka.

Wspinanie jest przyjemne i nie nastręcza trudności. Fragmenty drogi są ubezpieczone stalową liną ale i bez niej dałoby się wejść na górę. Na szczycie meldujemy się po kilku minutach.

No i mamy to!

Widoki z wierzchołka są przednie. Krajobraz jest zupełnie inny niż z Tatrach czy Alpach Julijskich. Jest tutaj wyjątkowo surowo, roślinność jest skąpa a trawa, której tutaj najwięcej jest już wypalona przez słońce. Jedynie w dolinach widać większe połacia zieleni, które tworzy kosodrzewina.

Ciekawe jak wyglądają te góry inną porą roku niż lato, np. wiosną jak są zielone?

Na szczycie jest puszka szczytowa, a w niej zeszyt, w którym zamieszczamy wpis. Robimy po pamiątkowej focie i rozsiadamy się wygodnie. Wyciągamy resztki polskiego jedzenia i odpoczywamy.

Napotkany Chorwat zalicza szczyt, żegna się z nami i idzie w swoją stronę. Znowu zostajemy sami.

W dole zauważamy Crne Jezero, po którym wczoraj pływaliśmy łódką. Aż chciałoby się zanużyć teraz w tej wodzie... Albo chociaż w tym jeziorze w dolinie. No cóż, póki co mamy tylko kąpiel słoneczną i musi nam to wystarczyć.

Focimy, jemy, pijemy i zbieramy się w drogę powrotną. Wracamy tą samą trasą.

Na zejściu wylewają się z nas siódme poty, gorąco potęguje zmęczenie, co dla mnie kończy się wywinięciem orła na kamieniach. Chwila nieuwagi, chwila rozluźnienia i mam... skaleczoną nogę i ramię. Przemywam rany i idziemy dalej.

Droga powrotna strasznie się dłuży. Marzymy o kapieli i odpoczynku od tego parszywego ciepła.

Kiedy docieramy pod Uvita Greda to znak, że jeszcze kawałek i będziemy w aucie.

Wracamy na kwaterę, bieżemy szybki prysznic i jedziemy zobaczyć ostatnią atrakcję tego urlopu.

Będąc tutaj chcieliśmy słynny most Đurđevića na rzece Tarze, który był wykorzystany jako plener w brytyjskim filmie wojennym "Komandosi z Navarony". I faktyczne jego długość i wysokość robią wrażenie, tak samo z resztą jak sama rzeka i kanion.

2012 08 30 kanion tary 0818

2012 08 30 kanion tary 0823

2012 08 30 kanion tary 0828

2012 08 30 kanion tary 0829

2012 08 30 kanion tary 0826

Piękny fragment Kanionu Tary

2012 08 30 kanion tary 0827

Kanion Tary mierzy 82 km długości i jest najgłębszym kanionem Europy, wpisany został na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO.

Przechadzamy się chwilę po okolicy, jemy obiad w restauracji przy moście (nie polecam!) i wracamy by spakować się, bo w nocy ruszamy w kierunku Polski.

Most z dalszej perspektywy

2012 08 30 kanion tary 0831

 

Trasa:

Sedlo alpejski Surutka alpejski Bobotov Kuk 2523 m n.p.m.