Losowe artykuły

Ten dzień nas wykończył… Budzimy się o 3:00 i jeszcze raz sprawdzamy prognozy. Niestety nie wiemy więcej niż wczoraj. Długo wahamy się co robić ale ostatecznie decydujemy się na wyjazd. Kiedy pakujemy rzeczy do auta zaczyna padać deszcz :( Nie odpuszczamy! Trzeba być dobrej myśli. W połowie drogi zaczyna padać śnieg z deszczem… załamka, ale napieramy dalej w kierunku podhala. Ryzyk fizyk, niech się dzieje co chce. Najwyżej przesiedzimy w schronisku.
Kozice na magistrali tatrzańskiej jakby na nas czekały. Jedna z nich wręcz pozuje do zdjęć i śmiało na nas spogląda. Można by tak z nimi długo obcować ale czas upływa a nas czeka jeszcze kawałek drogi. W stronę Kieżmarskiego ruszamy wczesnym rankiem zaraz po wschodzie słońca.
Wczoraj rozgrzewka na Sarniej Skale a dziś nareszcie coś konkretnego i spełnienie marzenia z dzieciństwa, czyli wycieczka na Giewont :) Startujemy szlakiem prowadzącym Doliną Małej Łąki. Kiedy osiągamy polanę wpadamy w osłupienie. Mała? Toż to ogromna i piękna hala. A widoki! Bajka! Na rozwidleniu żółtego i czarnego szlaku robimy postój i jemy śniadanie. Jest cudownie!
Chcemy się trochę ruszyć i przewietrzyć. Pogoda nie nastraja zbyt optymistycznie do górskich wędrówek ale to tylko Beskidy (wiem, wiem... też potrafią pokazać rogi) więc niech się dzieje co chce. Startujemy w Stryszawie Roztoki. Żółty szlak, którym zaczynamy wiedzie asfaltową drogą między domami, po czym skręca na leśną ścieżkę. Idziemy i nawet nie zwarcamy uwagi na znaki. W pewnym momencie orientujemy się, że ich po prostu nie ma.
By jak najszybciej być na szlaku konieczna była wczesna pobudka, niestety oblodzenia na drodze z Białki Tatrzańskiej do Zakopanego nie dawały szans na szybką jazdę. Klęliśmy na czym świat stoi. Przejazd zajął nam ponad godzinę. Humor poprawił nam wschód słońca z widokiem na Tatry Bielskie :)