Losowe artykuły

Tym razem postanowiliśmy odwiedzić okolice Popradzkiego Stawu. Pod schronisko podążamy szlakiem niebieskim, szybciej i wygodniej a przy okazji zobaczymy coś nowego, bo idziemy tędy pierwszy raz. Zapowiada się ciepła noc. Wzięliśmy po ciepłym polarze i mamy nadzieję, że bez śpiworów podczas nocy pod chmurką będzie nam ciepło. Po krótkiej przerwie przy Popradzkim Stawie ruszamy czerwonym szlakiem w stronę Przełęczy pod Osterwą. Idziemy spokojnie, mamy mnóstwo czasu i nigdzie nam się nie spieszy… to jest to! Totalny luuuuuz.
Z cyklu WKT zostały nam jeszcze dwa wspaniałe szczyty, Ganek i Staroleśny. Poczynione już dawno plany zakładały, że na pierwszy ogień pójdzie ten pierwszy. Bradavicę, w naszym odczuciu trudniejszą, chcieliśmy zostawić na długi letni dzień. Grzesiek od tygodnia śledzi prognozy i cały czas monitoruje sat24. A ponieważ zapowiada się super pogoda zamiast Ganku będzie Staroleśny. Zmiana planów trochę mnie rozstraja i budzi strach przed tą dziwną górą. Doczytuję, oglądam zdjęcia i próbuję przekonać samą siebie, że dam radę. Trasę "dom-Słowacja" przemierzamy już chyba setny raz. Ta droga wychodzi nam już uszami ale zawsze trochę ją sobie urozmaicamy i mija dosyć szybko. Tu kawka mrożona. Tam lodzik. Na patyku rzecz jasna!
Grzesiek wstaje około 5:00 by zobaczyć co dzieje się na zewnątrz. Gdy wraca klnie pod nosem i wskakuje z powrotem do śpiwora. Dobra wiadomość jest taka, że mogę dłużej pospać, zła, że na tym może zakończyć się nasz wypad. Nie mija godzina gdy ze snu wyrywa mnie pytanie "Wstajesz?". Mam ochotę odpowiedzieć, że nie ale i tak kiedyś muszę więc podnoszę się od razu. Pakujemy się i opuszczamy bydynek. Na zewnątrz beznadzieja. Chmury wiszą nisko i tylko czekać aż z nich poleje. Do tego wieje jak cholera i jest zimno. Mimo wszystko idziemy nad Hińczowy Staw i tam zdecydujemy co dalej.
Ten fragment głównej grani Tatr marzył nam się od dawna. Wiosną "już witaliśmy się z gąską" lecz przez silny wiatr utknęliśmy na Siwej Przełęczy. Wówczas, jak to po zimie, góry nie były tak piękne za to teraz zachwycają rudymi wierchami posypanymi odrobiną śniegu.
Na ten weekend czekałam od dawna. Miał być związany z górami ale spędzony poza nimi, do tego daleko od gór bo w Radomiu na pierwszym spotkaniu blogerów górskich BloGórsfera zorganizowanym przez Gosię, autorkę rudazwyboru.pl. Niestety nie zawsze wszystko idzie zgodnie z planem a los lubi być przekorny. Stawałam na głowie, na rzęsach nawet ale koniec końców z ciężkim sercem musiałam zrezygnować i do dziś jest mi żal, że mnie tam nie było. Jednym z moich motto życiowych jest "Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło" i sprawdza się prawie zawsze. Tym razem też tak się stało.

Podobne wpisy