Losowe artykuły

Mamy październik, jesień, kolory i jeszcze trochę zieleni. Zapowiada się mroźny ale pogodny dzień. Kiedy zajeżdżamy na parking Szczyrk jeszcze śpi. Ruszamy zielonym szlakiem, który początkowo wiedzie przez las. Jest bardzo zimno ale na podejściu szybko się rozgrzewamy. W pewnym momencie docieramy do miejsca, gdzie jest spory ubytek drzew, przez co oglądamy wspaniałą górską panoramę. Dzięki inwersji widoczność jest super, doskonale prezentują się beskidzkie pasma oraz królowa Beskidów Babia Góra (1725 m n.p.m.), dalej Pilsko (1557 m n.p.m.) a między nimi Tatry.
Już kilka razy umawialiśmy się ze znajomymi, że pokażemy im Tatry. Zaproponowaliśmy wrzesień ze względu na pewniejszą pogodę, niestety nie trafiła nam się najlepsza. Zamiast rudości z słońcu wędrujemy pod chmurką. Startujemy w Kuźnicach. Ruszamy zielonym szlakiem, który widzie blisko trasy kolejki linowej. Młodzież ciśnie przodem a stara gwardia wlecze się na tyłach. Wędrujemy spokojnie bo nigdzie nam się nie spieszy, no może na piwko na szczycie ;)
13 godzin akcji górskiej w mokrym śniegu, pod koniec w przemoczonych butach. Prawie 30 km w nogach i miliony promieni słonecznych na twarzach. Setki metrów dupozjazdów i przeprawa przez górski potok. Tak w kilku słowach można określić nasz wypad, ale od poczatku...
Szybki telefon do Murowańca i nocleg mamy zarezerwowany, pozostaje tylko dojechać w Tatry. Naszym celem jest Walentkowy Wierch lub opcjonalnie Świnica, jeżeli coś stanie nam na przeszkodzie. Kiedy idziemy przez Skupniów Upłaz na niebie zaczyna się koncert kolorów. Najszybciej jak możemy dochodzimy do miejsca gdzie widać więcej i zastygamy omamieni barwami nieba. Możemy jedynie żałować, że nie znajdujemy się w tej chwili na jakimś szczycie.
Jedziemy zdobywać nasz ostatni szczyt Wielkiej Korony Tatr. Czujemy ekscytację od kiedy zaczęliśmy pakowanie. Po kilka razy sprawdzamy zawartość plecaków i kręcimy się jakoś tak niezorganizowanie. Pierwotny plan zakładał wejście tylko na Ganek ale skoro można połączyć to ze wspinaczką na Żłobisty i Rumanowy, dlaczego nie? Pomysł rzuciłam całkiem luźno ale się spodobał i Grzesiek rozkminił topo całej trójki.