Po wczorajszej udanej akcji na Grani Kościelców zmęczeni ale pozytywnie nakręceni przygotowujemy się do przejścia kolejnego odcinka Orlej Perci.
Opuszczamy mury schroniska i kierujemy się w stronę Czarnego Stawu Gąsienicowego. Poranek wita nas chłodem więc na rozgrzewkę podkręcamy tempo marszu przez co szybko docieramy do tafli stawu i okrążamy go. Tu kończy się spacerek a zaczyna ostre podejście pod Zmarzły Staw.


Nad Zmarzłym robimy krótką przerwę na łyk herbaty i coś słodkiego, po czym trzymając się żółtych znaków obieramy kierunek na Kozią Przełęcz.

Oglądam się za siebie i zazdrosnym okiem patrzę na pławiącą się w słońcu Halę Gąsienicową. Ale jeszcze trochę i my poczujemy na skórze przyjemne ciepło :)

Opuszczamy kamienny chodnik i trudniejszym za to ubezpieczonym łańcuchami terenem podchodzimy na przełęcz.


Na miejscu wskakujemy w wir kolejnych łańcuchów i klamer, czyli to co lubimy najbardziej. Przechodzimy na stronę Doliny Pięciu Stawów po czym drabinką, a dalej znowu łańcuchami dostajemy się na Kozie Czuby. Warto było wstać wcześniej, bo na szlaku pustki i bezstresowo możemy nacieszyć się hasaniem.



Widoki z góry są nieziemskie! W końcu udało nam się trafić w pogodę umożliwiającą oglądanie tego co na dole. Czarny Staw Gąsienicowy pięknie kontrastuje z jesiennymi Tatrami.

Jednak na tą chwilę najważniejsze jest to, że nareszcie jesteśmy w słońcu! Grzesiek namawia mnie, żeby iść dalej bo na Kozi tylko kawałek ale upieram się, że muszę się ogrzać i przy okazji odpocząć, a najlepiej poleżeć :)


Pora ruszyć tyłek na ten Kozi. Przed nami gimnastyka jeszcze intensywniejsza niż dotychczas. Pierwsze ćwiczenie to zejście po wręcz pionowej ściance. Najgorzej jest wystartować, ale pomagają w tym metalowe klamry. "Menu" idzie pierwszy, bo w razie draki będzie mnie na dole łapał ;-P
Grześ jak kozica zeskakuje piętro niżej. Teraz ja. Do ostatniej klamry spoko, ale dalej przeżywam mały sajgon. Że też mnie matka natura dłuższymi nogami nie obdarowała. Dwoję się i troję by przypasować sobie stopnie i przy tym nie puścić chwytów.

Uff! Udało się! A oto ta ścianka widziana z dołu. Do góry szłoby się zdecydowanie pewniej.

Tym sposobem dostaliśmy się na Kozią Przełęcz Wyżnią. Stąd ciśniemy do góry na Kozi Wierch. Poza chyba jednym łańcuchem nie ma tu ułatwień, trzeba się tylko (dosłownie i w przenośni ;) ) trzymać czerwonych znaków. Technicznie bez większych problemów.
A tak z podejścia prezentuje się pokonany przed chwilą fragment

W końcu szczytujemy na Kozim Wierchu, po raz trzeci w tym roku! Zimą mieliśmy arcyciekawe warunki i morze chmur a latem pogoniła nas burza i widzieliśmy wielkie "G". Dzisiaj ugościła nas wspaniała tatrzańska jesień. Pełen wachlarz atrakcji w jednym miejscu :)

Hala Gąsienicowa z siecią szlaków

Dawno nie widziałam w Tatrach takich kolorów. No wczoraj, ale byliśmy skupieni na wspinaniu a mniej na delektowaniu się otoczeniem. Czuję głód w żołądku ale ten fotograficzny jest większy toteż szaleję z aparatem, a że chłop też spragniony jedzenia to sam nagina "w kuchni". Po czym ja WYCZERPANA (niach niach niach... ) idę na gotowe ;)
Jedzenie śniadania w takim miejscu nie zdarza się codzień, delektujemy się więc każdym kęsem :)
Tatry Zachodnie i Kopy Liptowskie, mmm... bajeczka!

W szerszym kadrze wyłaniają się skrajnie po prawej Czerwone Wierchy oraz Świnica, a u jej stóp Zadni Staw Polski w Dolince pod Kołem no i najbliżej nas Pusta Dolinka.

Pan Giewont prezentuje się w całej okazałości, bliżej Kasprowy Wierch a na pierwszym planie wczoraj pokonana Grań Praojców, czyli Zadni Kościelec i Kościelec.

Gdyby nie te stawy doliny straciłyby wiele uroku, nieprawdaż?


Cykamy sobie po zdjęciu na szczycie i pakujemy się do drogi. Czas leci a do Granatów daleko.


Czarny Staw Gąsienicowy stał się w międzyczasie bardziej czarny niż błękitny, jak wcześniej. Wygląda na to, że w tej nazwie coś jest.

Idziemy dalej. Trawersem od strony Doliny Pięciu Stawów Polskich pokonujemy partie szczytowe Koziego Wierchu i nieco poniżej wstępujemy na wygodną prawie poziomą ścieżkę. Po chwili dochodzimy do skrzyżowania szlaków, gdzie spotykają się czerwony z czarnym, którym można zejść do tejże doliny.

Jeszcze po południowej stronie grani zatrzymujemy się na chwilę by uwiecznić wspaniałe widoki.


Następnie przechodzimy na północną stronę grani. Ostrożnie pokonujemy pochyłe gładkie płyty i już jesteśmy na siodełku Przełączki nad Buczynową Dolinką. Z tego miejsca opada słynny Żleb Kulczyńskiego. Jego górna część jest mniej stroma ale nie jest zaopatrzona w żadne ułatwienia. Zwłaszcza w zejściu zalecana jest duża ostożność.
Jesteśmy już trochę wyeksploatowani więc stąpamy czujnie a przez to dość powoli. W końcu opuszczamy żleb i trzymając się czerwonych znaków dostajemy się pod Czarne Ściany. Tu czeka nas przeprawa przez pionowo-skośny kominek, na szczęście pójdziemy do góry :)
Tradycyjnie przoduje Grzegorz. A ja tradycyjnie uwieczniam jego poczynania. Kiedy on znika za plecami Czarnego Mniszka zaczynam wspinanie. Myk myk i już oboje jesteśmy na górze. To był ekscytujący fragment szlaku :)
Jeszcze kawałek łatwiejszym terenem i urządzamy kolejny popas tym razem na Zadnim Granacie.


Za mną wygląda Skrajny Granat a po prawej poniżej dalszy odcinek Orlej Perci, na drugim planie dumnie prezentują się Wielka Koszysta i Waksmundzki Wierch. Widać też rude wypłaszczenie znajdujące się nieopodal Przełęczy Krzyżne.

Widoki są nieco inne niż z Koziego, coś się pokazało, coś się schowało, jednak niezmiennie są zachwycające. Panorama w stronę Tatr Wysokich wymiata!

Pierwszy raz widzimy Świnicę z takiej perspektywy, podobnie Mały Kozi Wierch.

A to moje ulubione ujęcia z tej wycieczki :)


Przejście na Pośredni Granat z Zadniego nie przysparza żadnych trudności, wręcz ogarnia nas zdumienie gdy widzimy lajtową ścieżkę. Natomiast by z niego zejść trzeba się trochę upocić. Jest ekspozycja i strome skały ale żelaztwa ni w ząb. Wprawieni w boju sprawnie dajemy radę i od przełączki wygodnym szlakiem zdobywamy Skrajny Granat - drugi raz w naszej "karierze".
Drugi raz i w końcu coś widzimy, bo wówczas siedzieliśmu w chmurach i nie doczekaliśmy się tak reklamowanych widoków. Wow! Wow! Wow! Zachwytom nie ma końca.

Panorama ze Skrajnego Granata - od Tatr Bielskich po Cubrynę
Gerlach, Ganek, Rysy, Wysoka z bliska

Przypominająca piramidę Żółta Turnia oraz poszarpany Wierch pod Fajki

Nasze poczciwe Czerwone Wierchy z Kasprowym

I jeszcze raz Giewont

Tutaj na ostatnim z Granatów żegamy się z granią. Wstępujemy na żółty szlak i zaczynamy schodzić. Początkowy stromy i kruchy fragment pokonujemy powoli i w możliwie dużym skupieniu, choć widoki tego nie ułatwiają.
Po drodze uważnie przyglądamy się Wierchowi pod Fajki, który mamy jutro w planach (ostatecznie tam nie poszliśmy bo załamała się pogoda).
W trakcie dzisiejszej wycieczki Czarny Staw Gąsienicowy bardzo zmieniał kształt i kolor w zależności od padającego światła i kąta patrzenia. Możnaby stworzyć sporą galerię zdjęć z nim w roli głównej :)


W końcu po mękach i bólach lądujemy na jego brzegu, skąd doskonale widać cały odcinek, który dziś przedeptaliśmy. I tym sposobem zaliczyliśmy brakujący nam fragment Orlej Perci. Po przejściu całości jednogłośnie stwierdziliśmy, że najtrudniejszym odcinkiem był ten od Skrajnego Granatu do Przełęczy Krzyżne. A cała Orla to fantastyczny kawał szlaku ale nie dla każdego.
Oczywiście zrodził się pomysł przejścia jej w całości w jeden dzień, ale pewnie minie trochę czasu aż do tego dojrzejemy.

Po krótkim odpoczynku i wnioskach z wyprawy wracamy do Murowańca. Zadowoleni wciąż spoglądamy na góry. To był rewelacyjny wypad!



Trasa:
Schronisko Murowaniec
Zmarzły Staw
Kozia Przełęcz
Kozi Wierch
Granaty
Czarny Staw Gąsienicowy
Schronisko Murowaniec

