Alpejska droga widokowa Grossglockner Hochalpenstrasse

Zazwyczaj urlop zaczynamy w górach, a kończymy nad tak zwanych wczasach. W tym roku z różnych względów zrobiliśmy inaczej i wylegiwanie się na plaży mamy już za sobą.

Czy ta kolejność jest lepsza? Jaki wpływ będzie to miało na aklimatyzację i kondycję w górach? Zobaczymy.

W każdym razie przed wylotem do Bułgarii musieliśmy spakować się również w góry i przygotować najwięcej jak się da, aby po powrocie nie tracąc cennych dni urlopu ruszyć od razu na "drugi turnus".

 

Burzową pogodę zostawiliśmy w Polsce i oto jesteśmy w Austrii, która wita nas słońcem. Cudownie...

Wiele razy przejeżdżaliśmy przez ten kraj ale jeszcze nigdy nie zostaliśmy na dłużej. Sama się sobie dziwię, bo przecież Austria ma w ofercie piękne góry, mnóstwo szlaków i ferrat oraz fantastyczne krajobrazy Tyrolu.

Dojeżdżamy do Fusch an der Grossglocknerstrasse, gdzie zaczyna się alpejska droga widokowa Grossglockner Hochalpenstrasse. W lokalnym sklepie kupujemy jedzenie i ruszamy w górę. 

Kilka kilometrów za Fusch zatrzymują nas kasy. Wjazd samochodem osobowym kosztuje 40 Euro (2023 rok). Kupujemy bilet i ruszamy przed siebie. Trasa mierzy niecałe 50 km, a szacowany czas przejazdu to około dwie godziny.

Fusch 

Bramki z kasami

Zaczynają się widoczki i pojawiają się tablice opisujące co widać w dali

Już od samego początku widoki zapierają dech w piersiach, a czym wyżej jedziemy, tym robi się ciekawiej. Wokół nas prężą się same trzytysięczniki a lodowce pokazują języki ;)

Kolejne serpentyny wyprowadzają nas na dosyć duży parking, zatrzymujemy się.

Po drugiej stronie drogi jest niewielkie wzniesienie, z którego rozpościera się jedna z piękniejszych panoram na tej drodze. Stoją tam nietypowe metalowe konstrukcje, które są opisane nazwami szczytów i gdy przyłoży się oko w odpowiednie miejsce wskazują szczyt, o który chodzi. 

Szczyty od lewej: Hohe Dock 3348m, Grosses Wiesbachhorn 3564m i pod chmurką Hoher Tenn 3368 m

Przed tablicą informacyjną wspomniane "wskaźniki" z nazwami szczytów 

Kawałek dalej wyłania się budynek Alpine Natureshow Museum, czyli Muzeum historii naturalnej.

Tuż obok niego można obejrzeć ciekawie zaprezentowaną zewnętrzną wystawę geologiczną Allee der Gesteine. Zaskakujące jest to ile typów skał występuje w Wysokich Taurach. Żałuję, że nie znam niemieckiego, bo opisy są tylko w tym języku.

Wystawa geologiczna Allee der Gesteine - każdy głaz jest inny

Wracamy do auta i jedziemy dalej.

Droga wiedzie cały czas do góry aż w pewnym momencie naszym oczom ukazuje się budynek z kamienia. To kolejny punkt widokowy na trasie. Znajduje się tu spory parking, platforma widokowa oraz toaleta.

Jesteśmy już na wysokości prawie 2500 m i w końcu zza niższych szczytów wyłania się Grossglockner.

Z lewej Grossglockner otoczony lodowcami

Następnie przejeżdżamy na drugą stronę grani i zaczynamy zjeżdżać w dół. Widoki, które dotychczas obserwowaliśmy chowają się za zboczem, a wyłaniają się nowe.

Naszą uwagę przykuwa niewielkie jeziorko Fuscher Lacke, wokół którego spacerują ludzie. To będzie idealne miejsce do odpoczynku.

Zajeżdżamy na pobliski parking i zajmujemy jeden z drewnianych stolików.  Rozkładamy "gary" i gotujemy wodę na liofilizowany obiad. Po drugiej stronie ulicy jest restauracja, ale obkupiliśmy się w liofile i kiedyś musimy to zjeść.

Jedzenie jest gotowe po niespełna 10 minutach. Obiad na stole, w około piękne góry, czego chcieć więcej?

Jezioro Fuscher Lacke

Stoliki nad jeziorem

Po posiłku pakujemy rzeczy i jedziemy dalej. Przejeżdżamy kilkaset metrów i zatrzymuje nas kolejna ekspozycja geologiczna.

Już sama "brama" wejściowa z wielkich głazów robi wrażenie i zachęca by pod nią przejść. Wystawa pokazuje między innymi strukturę geologiczną Wysokich Taurów oraz kolejną porcję różnego rodzaju skał.

Warto było zatrzymać się tutaj również ze względu na piękny widok dookoła.

 

Zjeżdżamy serpentynami w dół, po czym na niewielkim rondzie skręcamy w prawo i ponownie zaczynamy się wznosić. 

Przejeżdżamy tunel chroniący samochody przed spadającymi skałami, aż po chwili za zakrętem ukazuje się przepiękny widok na Grossglocknera i jego lodowce. Zatrzymuje się na moment bo muszę tutaj zrobić kilka zdjęć. 

Ruszamy dalej, aż dojeżdżamy pod oszklony budynek, pod którym zaparkowane jest bardzo dużo samochodów i motorów. Parkujemy na cudem znalezionym miejscu i idziemy się rozejrzeć.

Mając czas można z tego miejsca przejść tunelami Gamsgrubentunnel i dalej szlakiem pod najdłuższy lodowiec w Wysokich Taurach i całych Alpach Wschodnich Pasterze i dotrzeć do schroniska Oberwalderhütte. Kto woli może pójść w dół nad jezioro do miejsca, gdzie zaczyna się język lodowca.

W szklanym budynku jest coś dla fanów motoryzacji, czyli kolekcja zabytkowych samochodów i motorów.

Tuż obok w restauracji można zjeść obiad czy wypić kawę z widokiem na skalne ściany okryte lodową zbroją, a na koniec kupić pamiątkę w sklepiku.

Atrakcji jest tutaj sporo.

Spacerujemy kilka minut obserwując głownie Grossglocknera, na którego jutro lub pojutrze mamy zamiar się wspiąć.

Musimy przyspieszyć, bo przed nami jeszcze około 60 km do celu.

Niestety nie zdążyliśmy zobaczyć wszystkich atrakcji na tej trasie. Co prawda mamy jeszcze trochę czasu do zmroku, ale zmęczenie drogą z Polski daje się już we znaki i marzymy tylko o odpoczynku.

Kals 

Do Kals docieramy po przeszło godzinie i od razu znajdujemy drogę, która prowadzi na bezpłatny parking. Parking może i nazywa się bezpłatny ale musimy uiścić opłatę za przejazd drogą prywatną.

Wielkość kwoty do zapłaty będzie zależna od tego jak długo zabawimy na tym terenie.

Cennik z sierpnia 2023 roku

Po kilkunastu minutach jazdy krętą drogą w górę wyłania się przed nami przepiękny widok z wielkim szczytem na środku. To nasz cel na kolejne dni.

Grossglockner

Zostawiamy auto na pierwszym parkingu i idziemy się rozejrzeć.

Jest tutaj bezpłatna toaleta, umywalki i restauracja w Lucknerhaus. Takich wygód się nie spodziewaliśmy :)

Ogarniamy się po podróży i idziemy na krótki spacer w górę pod schronisko Lucknerhutte, które mieści się na wysokości 2214 m n.p.m.

Po godzinie jesteśmy na miejscu. Jest już wieczór, ale ruch mają spory, bo z gór zeszło kilka ekip. Jest też zespół z Polski, który rozmawia o zdobytym dziś Grossie. Ależ im zazdroszczę.

Nam przyjdzie się dopiero pomęczyć, ale mam nadzieję, że za dzień lub dwa usiądę tutaj tak samo zadowolona jak oni.