Zapowiadają się piękne i ciepłe jesienne dni, a góry czekają. Lepszej okazji nie będzie, aby w Tatrach przetestować umiejętności zdobyte kilka miesięcy temu na kursie wspinaczki skalnej.
Plany wycieczkowe mamy ambitne, ale zadowoli nas chociaż ich częściowa realizacja.
Wczesnym rankiem przyjeżdżamy do Zakopanego i od razu ruszamy w stronę Kuźnic. Plecaki mamy ciężkie, bo poza rzeczami, które zwykle nosimy spakowaliśmy sporo sprzętu wspinaczkowego.
Droga do Kuźnic mija nam dosyć szybko, ale odcinek przez Boczań na Halę Gąsienicową zdaje się nie mieć końca. Pierwotnie planowaliśmy zahaczyć o Murowaniec, by zaklepać nocleg i zostawić rzeczy, które na Kościelcach nie będą nam potrzebne. Jednak dziś jest niedziela i większość turystów będzie wracać do domu, więc z wolnymi miejscami w schronisku nie powinno być problemu. Ostatecznie stwierdzamy, że teraz szkoda nam czasu i idziemy dalej.
Musimy dojść na Mylną Przełęcz. Za Murowańcem wskakujemy na czarny szlak, prowadzący na Świnicką Przełęcz i idziemy w głąb Zielonej Doliny Gąsienicowej, zwanej ze względu na dużą ilość zbiorników wodnych Tatrzańskim Pojezierzem.
Spokojna Zielona Dolina Gąsienicowa i Litworowy Staw

Widok znad brzegu Zielonego Stawu na Uhrocie Kasprowe (północno-wschodnią grań Kasprowego Wierchu)

Od lewej szczyt Beskid, Kasprowy i Uhrocie

Budynki na Kasprowym Wierchu

Mijamy kolejne stawy, które są mniej lub bardziej widoczne ze szlaku i wznosimy się wyżej. Mniej więcej na wysokości Zadniego Stawu Gąsienicowego schodzimy ze znakowanej ścieżki i kierujemy się w stronę wyraźnie wciętej Mylnej Przełęczy.
Teraz kroczymy wśród piargów, które wraz z wysokością ustępują miejsca rudej trawie. Niby droga jest oczywista, bo przełęcz mamy cały czas w zasięgu wzroku, jednak trochę się motamy gubiąc co jakiś czas słabo widoczną ścieżkę.
Końcowe podejście na przełęcz to teren stromy i skalisty, jednak skała jest dobrze urzeźbiona i bez trudności wdrapujemy się na grań. W warunkach tak dobrych jak dzisiaj można to zrobić bez użycia liny.
Grań Kościelców, czyli od lewej Kościelec i Zadni Kościelec, Mylna Przełęcz z prawej
Zielona Dolina Gąsienicowa widziana z podejścia na Mylną Przełęcz

Mylna Przełęcz tuż tuż

Skalny fragment wyprowadzający na Mylną Przełęcz

W ścianach Kościelca działa już kilka grup wspinaczy, na naszej trasie póki co jest pusto. Rozsiadamy się wygodnie na przełęczy i przygotowujemy się do wspinu na Mylną Turnię, nazywaną również Szafą lub Uszatą Turnią. Wzrokiem skanujemy skałę i z jednej strony wydaje się, że nie powinno być tak źle, z drugiej to nasze pierwsze wspinanie w Tatrach i mamy tremę.
Po chwili dołącza do nas inny zespół. Panowie są już oszpejeni, więc puszczamy ich przodem.
Widok z Mylnej Przełęczy na Żółtą Turnię i Granaty

Tak prezentuje się Szafa z Mylnej Przełęczy - tędy pójdziemy

Pierwszy zespół w akcji

Po chwili ruszamy za nimi.
Grzesiek asekuruje a ja zaczynam wspinaczkę na Szafę. Pierwsze kroki robię bardzo ostrożnie, ale z czasem czuję się coraz pewniej i sprawnie napieram po skale. Na górze zakładam stanowisko z pętli i po chwili obok mnie pojawia się Grzesiek. Pierwszy wyciąg za nami, poszło całkiem dobrze.
W międzyczasie na Mylnej pojawiło się kilka zespołów, które lada moment wystartują. Nie ma czasu na ociąganie się, trzeba iść dalej.
Widok w kierunku Tatr Zachodnich, po lewej Skrajna Turnia

Z lewej Kościelec, po środku Zadni Kościelec

Widok na Granaty, w dole Zmarzły Staw Gąsienicowy

Panorama od Żółtej Turni po Kozi Wierch
Idziemy na lotnej od Szafy przez Mylną Kopę aż docieramy do trójkowego uskoku. Ten uskok to najtrudniejszy fragment Grani Kościelców.
Grzesiek idzie pierwszy. Szybko wdrapuje się na stromą ściankę i znika za skałami. Po chwili słyszę "Możesz iść". Wspinam się za nim i po kilkunastu minutach jesteśmy już razem na Zadnim Kościelcu.
Innych wspinających się nie widać na horyzoncie, robimy więc kilka minut przerwy.
Zupełnie inaczej wygląda świat z perspektywy Zadniego Kościelca. Kiedyś, siedząc na Kościelcu patrzyłam w kierunku południowej grani i nie miałam pojęcia jak nazywają się te szczyty i przełęcze. Obserwowałam z podziwem ludzi wspinających się do góry i mogłam tylko pomarzyć, że tutaj będę. Jak widać marzenia da się spełniać :)
Wspinanie na trójkowym uskoku (III)

Na Zadnim Kościelcu, Kościelec na wyciągnięcie ręki

Widok z Zadniego Kościelca na Czerwone Wierchy, Giewont, Kasprowy Wierch i Pojezierze

Zbliżenie na stawy w Zielonej Dolinie Gąsienicowej

W dole wyłania się Czarny Staw Gąsienicowy, nad nim Żółta Turnia

Żółta Turnia i Granaty, a na dalszym planie między nimi Wielka Koszysta

Południowa ściana Kościelca - tamtędy będziemy się wspinać

Odpoczynek na Zadnim Kościelcu

Dalsza droga prowadzi w dół w kierunku Przełęczy Kościelcowej. Ten fragment wyceniony jest na II, ale zejście ściśle granią nie jest takie łatwe jak nam się wydawało po przeczytaniu opisu trasy. Łatwiej byłoby iść do góry tym terenem. Czuję, że brakuje nam jeszcze doświadczenia i obycia ze skałą. Do tego ciężkie plecaki nie ułatwiają nam życia.
Najtrudniejsze miejsca obchodzimy i bezpiecznie docieramy na przełęczy.
Z prawej Kościelcowa Przełęcz i Kościelec oblegany przez turystów

Widok z Kościelcowej Przełęczy na południową ścianę Kościelca - tędy będziemy się wspinać

Widok z Kościelcowej Przełęczy na zachód

Zadni Kościelec zostaje w tyle

Znowu moja kolej na prowadzenie wyciągu. Rozpoczynam ostrożnie i w skupieniu szukam dogodnych chwytów i stopni. Docieram do pierwszego stanowiska z zamiarem zainstalowania się na nim, ale idzie mi tak dobrze, że cisnę dalej. Zakładam kilka przelotów i lina zaczyna się blokować. Przeloty nie są w linii prostej, lina wygląda jak zyzgak. Cudownie...
Na kursie wspinaczki instruktor mówił o takich rzeczach. Lina podwójna jest lepsza, bo dwie żyły wpina się do skrajnie usytuowanych przelotów i nie byłoby tego problemu. Niestety mamy linę pojedynczą, która w obecnej sytuacji jest sztywna i ciężko idzie do góry. Każdy ruch to mocowanie się i wyciąganie siłą liny. Muszę dać sobie z tym radę, bo nie chcę schodzić w dół.
Cały czas napieram do góry. Chwilami czuję się jak wół pociągowy. Wściekam się i jednocześnie śmieję się z własnej głupoty. Pragnę tylko dojść do szczytu, uspokoić się i skutecznie zaasekurować Grześka.
Kiedy zza skał wyłaniają się ludzie to znak, że jestem na Kościelcu. Nareszcie!
Po chwili zaczynam asekurować Grześka. Wybieranie zblokowanej liny to kolejna męczarnia, na szczęście głowa jest już spokojniejsza, bo mam pod nogami pewny grunt.
Nic mnie tak nie rozbroiło na koniec jak zadowolony z siebie partner, niezdający sobie sprawy z mojej walki.
Widok na Zadni Kościelec i przełącz w dole

Grzesiek na Kościelcu

I ja, wymęczona jak po maratonie


Kościelec pustoszeje, na szczycie jest tylko kilka osób.
Chętnie zostałabym tutaj na zachód słońca, jednak po takim wysiłku bezpieczniej będzie wracać do schroniska póki jest widno.
Pakujemy sprzęt i ruszamy w stronę Przełęczy Karb. Schodzimy do Zielonej Doliny Gąsienicowej i dalej do Schroniska Murowaniec.
Grań na Zadni Kościelec i Zawratową Turnię

Panorama z Kościelca z widokiem na Mały Kościelec
Kościelec widziany z czarnego szlaku na Karb od strony Pojezierza

Podsumowując... to był super dzień i chcemy jeszcze więcej takich przejść! Wspinanie w granicie wymiata, a zwłaszcza w takich okolicznościach przyrody, gdy w Tatrach króluje jesień.
Jednak teraz myślę tylko o tym, aby się umyć i zjeść porządną kolację, a potem iść spać bo jutro kolejna wycieczka.
Trasa:
Kuźnice
Hala Gąsienicowa
ścieżką do Mylnej Przełęczy - Uszata Turnia - Zadni Kościelec 2162 m - Kościelcowa Przełęcz 2110 m - Kościelec 2155 m
Karb 1853 m
Schronisko Murowaniec



