Po tym jak w ubiegłym roku stojąc na Kasprowym Wierchu zakochaliśmy się w Tatrach postanowiliśmy wrócić tutaj i zobaczyć coś więcej. Namówiliśmy jeszcze dwie osoby i zorganizowaliśmy sobie weekendowy wypad w góry.
Na stacji kolejowej pociąg już czeka więc szybko wbiegamy do wagonu. Przed nami około 3 godzinna podróż.
W Zakopanem bez problemów znajdujemy przyjemną i niedrogą kwaterę. Zostawiamy zbędne rzeczy i żeby nie marnować dnia ruszamy w teren. Z mapą w ręce szybko docieramy pod zakopiańskie skocznie, które znamy z telewizji. Stąd kierujemy się na prawo i czarno znakowaną Drogą pod Reglami przechodzimy do wylotu Doliny Białego.

Od teraz idziemy żółtym szlakiem przez las, w głębi doliny mijamy urocze kaskady na górskim potoku. Robi się stromiej i idzie się ciężej, w końcu spotykamy szlak czarny. Skręcamy w prawo i Ścieżką nad Reglami docieramy do Czerwonej Przełęczy. Już widać nasz cel czyli Sarnią Skałę, która z dołu wydaje się niedostępna. Podchodzimy kawałek do góry, okrążamy ją od prawej strony i po skałkach wychodzimy na górę.

Tutaj znajduje się dość rozległy taras, z którego rozpościerają się piękne widoczki.

Najbliżej nas znajduje się Giewont. Wyraźnie widać krzyż a nawet małych ludzików siedzących u jego stóp. Chciałoby się być na ich miejscu... na szczęście wszystko przed nami, w końcu mamy jeszcze dwa dni do dyspozycji :)


Daleko na wschód wyłaniają się piękne szczyty Tatr Bielskich. Są zupełnie inne niż reszta pasma. Bliżej widać Długi Upłaz i ścieżkę prowadzącą na Halę Gąsienicową.

Tatry Wysokie wyglądają pięknie i niedostępnie. Ehh... może kiedyś wyjdziemy na jeden z widocznych szczytów. Życie pokaże.

Patrząc na północ w dole widać całe Zakopane oraz pasmo Gubałówki. Na horyzoncie majaczą łagodne Beskidy.

Jesień już za rogiem i gdzie nie gdzie widać jej oznaki, jednak dominują tu lasy iglaste i wszystko wydaje się jeszcze takie świeżo zielone.

Kiedy zauważam tego człowieka od razu chwytam za aparat. Zazdroszczę mu tej chwili. W tle też dzieje się coś ciekawego. Słońce schodzi już niżej i w dali tworzą się piękne wieloplany.

Na nas już czas, nie chcemy by zastał nas tutaj zmrok. Robimy sobie wspólne zdjęcie i ruszamy w stronę Doliny Strążyskiej.


Ostatnie spojrzenie na Giewont

Szybko docieramy do Strążyskiej Polany, a że tutejsza bacówka jest jeszcze czynna załapujemy się na oscypki i coś do picia.
Aby wykorzystać dzień maksymalnie na dokładkę idziemy zobaczyć wodospad Siklawica. Kilka minut żółtym szlakiem i jesteśmy na miejscu.
Nie robi on na nas specjalnego wrażenia bo liczyliśmy na to, że jest przede wszystkim szerszy. Mimo tego warto było tu przyjść i posłuchać szumu wody, tym bardziej, że mieliśmy to miejsce tylko dla siebie.

Opuszczamy dolinę jako jedni z ostatnich. Nie była to długa wycieczka ale czujemy zmęczenie. Na domiar tego okazuje się, że mamy do przejścia spory kawałek na kwaterę. Nie znamy Zakopanego i bez mapy szukalibyśmy Chramcówek chyba do rana :)
Trasa:
Dolina Białego
Czerwona Przełęcz 1301 m
Sarnia Skała 1377 m
Strążyska Polana 1042 m
Wodospad Siklawica
Strążyska Dolina
