Łysa Góra

Łysa Góra 1324 m n.p.m.

24 marca 2013 r.

Ostravice czerwony Łysa Góra (cz. Lysá hora)

 

   Zbliżał się koniec marca a zima ani myślała odpuścić. Śniegu było dużo i często dosypywało przez co mieliśmy możliwość znacznie powiększyć nasze osiągniecia w turystyce zimowej. Tym razem chcieliśmy odwiedzić naszych południowych sąsiadów Czechów i zobaczyć Beskid Śląsko-Morawski. Samochodem przyjechaliśmy do wsi Ostravice skąd czerwonym szlakiem rozpoczęliśmy podejście na najwyższy szczyt tego pasma - Łysą Górę.

   Łysa Góra jest bardzo charakterystycznym punktem orientacyjnym, a to za sprawą wybudowanej na jej szczycie wieży telewizyjnej. Ponadto jest ona popularną górą, o czym mogliśmy się przekonać mijając na szlaku bardzo dużo ludzi.

   Szlak jest dość zróżnicowany. Najpierw wiedzie szeroką drogą, z której przechodzi się na ścieżkę wiodącą lasem. Pierwsze widoki na okolicę można podziwiać z rozległej polany, na której stoi kilka domów. Swoją drogą świetne miejsce dla lubiących ciszę i spokój.

Pierwszy rzut oka na nasz cel - po wyjściu z lasu

Kopuła szczytowa Łysej Góry a na niej wieża telewizyjna

Idelane miejsce by złapać trochę dystansu

Cisza i spokój...

Wyłaniają się widoki na sąsiednie szczyty

   Z polany ponownie wchodzi się w las, który w czasie kiedy tam byliśmy, zachwycał oszronionymi drzewami. Po dość długim podejściu wychodzi się na grzbiet, z którego doskonale widać cel. Ale aby wyjść na szczyt trzeba się jeszcze zmierzyć z dość stromym podejściem

Na grzbiecie prowadzącym wprost na wierzchołek

 

   Sam wierzchołek nie zachwyca, ale widoki z niego są dosyć rozległe. Widać również Tatry. Niestety nam nie udało się załapać na dobrą widoczność i musieliśmy ucieszyć się tylko zarysem tatrzańskich wierchów.

Urocza tabliczka szczytowa usytuowana jest poniżej najwyższego punktu

Na przeciwko sąsiad Łysej Góry, czyli Smrek 1276 m n.p.m. jeden z najwyższych szczytów w tym paśmie

Pamiątkowy obelisk na szczycie - naszą uwagę zwróciło to, że prawie każdy Czech dotykał wbudowane w niego metalowy element (nie widoczny na tym zdjęciu)

Wieża RTV - psuje krajobraz ale jest dobrym punktem orientacyjnym

Zmrożone zwykłe barierki robią się całkiem ładne

Szlakowskaz

Śnieżne impresje

   Ciekawym miejscem jest bufet na szczycie, który zimą jest prawie cały zasypany śniegiem. Do drzwi wejściowych prowadził wydrążony w śniegu tunel. Jest tam bardzo klimatyczne i nie zdziwiło nas, że nie można było znaleźć wolnego miejsca.

   Okolica przyciąga też narciarzy na biegówkach i skiturowców. Na północno-wschodnim zboczu jest wyciąg narciarski ale był nieczynny. Przypuszczam, że gdyby działał to byłyby tam jeszcze większe tłumy bo pogoda była piękna.

Biała armia :)

    Łysa Góra jako jedyny czeski szczyt należy do Korony Beskidów. I tak jak KGP jest pretekstem do odwiedzenia miejsc, o których prawdopodobnie nigdy byśmy nie słyszeli ani ich nie widzieli.

Nie mogłam oderwać się od fotografowania zmrożonych drzew

Moje ulubione! :)

Zimowe kontrasty są piękne

Połowa drogi powrotnej za nami - półmetek wyznacza poniższy znak

Komentarze   

0 # Věra Piekarska 2014-03-23 10:06
Cudowne zdjęcia i piękne widoki. Znam to, tam mieszkam niedaleko a Beskid Morawsko-Śląski to najczęściej odwiedzane przeze mnie góry.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować

Dodaj komentarz


Losowe artykuły

Zimowe wejście na Rysy to nie byle spacerek, a od polskiej strony to już całkiem poważna sprawa. Do takiej wyprawy trzeba przygotować się fizycznie, mentalnie i najlepiej mieć już pewne doświadczenie w zdobywaniu tatrzańskich szczytów zimą. Nam ta sztuka udała się dwa razy. W 2013 kiedy to walczyliśmy w "polskiej rysie" oraz w 2014 już spokojniej od słowackiej Wagi. Trzeciej opcji mieszczącej się w granicach rozsądku na tę chwilę nie ma, a że okolica piękna, widoki ze szczytów również to znowu wybraliśmy się od polskiej strony na Rysy, lecz tym razem Niżne :)
Podczas każdej wyprawy na Wołowiec przyciągała nasze oczy jak magnes. Długa, głęboka i pięknie zielona latem, kusiła swoimi błękitnymi stawami. Ale to górujące nad nią szczyty Rohaczy sprawiły, że w końcu odwiedziliśmy Dolinę Rohacką. Z okolic Schroniska na Zwierówce wyruszamy bardzo wczesnym rankiem. Około godziny idziemy asfaltową drogą, która doprowadza nas do rozwidlenia szlaków. Wstępujemy na zielony, którym w iście ekspresowym tempie docieramy do Przełęczy Zabrat. W końcu jesteśmy na grani i nareszcie coś widać. Przysiadamy chwilę na ławeczce i podziwiamy widoki. Do pełni szczęścia brakuje tylko malowniczych chmurek na niebie.
Królowa Zima zaspała i jeszcze nie sypnęła śniegiem w tym roku, za to Dziadek Mróz się postarał i temperatury sięgają minus 20 stopni Celcjusza. W tak mroźny weekendowy poranek nie ma nic lepszego niż ciepła kołderka a do tego prywatny żywy kaloryfer, a nawet dwa. I nie ma nic gorszego jak konieczność wyjścia spod tej zagrzanej kołderki. Ale cierp ciało jak ci się chciało. A zachciało się pohasać po Tatrach, tak na dobry początek roku.
Chcemy w Tatry, ale tylko w Niżnych zapowiada się okienko pogodowe około godziny 11:00. W umówionym miejscu spotykamy się z Dorotą i Darkiem, przesiadamy się do jednego samochodu i gnamy na południe. Bez przerwy pada deszcz, mimo to nastroje mamy dobre i z nadzieją czekamy na przejaśnienia. W okolicy Liptowskiego Mikulasza między ciemnymi chmurami pojawiają się pierwsze promienie słońca :) Zajeżdżamy na parking w Dolinie Demianowskiej a następnie ruszamy zielonym szlakiem w stronę Dziumbiera.
O zdobyciu Gerlacha marzy chyba każdy tatrzański turysta. Pierwszy raz przymierzaliśmy się do niego w 2011 roku ale to nie był TEN dzień. Za to dzisiaj od początku czujemy, że będzie dobrze. W górnej części Doliny Batyżowieckiej, gdzie doczłapaliśmy z Wyżnich Hagów, nadal utrzymuje się pokrywa śnieżna. Jest noc ale księżyc świeci mocno i jest całkiem widno. Dopiero kiedy zachodzi za masyw Kończystej uskuteczniam próby nocnej fotografii. Gwiazd są miliony i tylko w górach widać je tak wyraźnie.