Losowe artykuły

Już kilka razy umawialiśmy się ze znajomymi, że pokażemy im Tatry. Zaproponowaliśmy wrzesień ze względu na pewniejszą pogodę, niestety nie trafiła nam się najlepsza. Zamiast rudości z słońcu wędrujemy pod chmurką. Startujemy w Kuźnicach. Ruszamy zielonym szlakiem, który widzie blisko trasy kolejki linowej. Młodzież ciśnie przodem a stara gwardia wlecze się na tyłach. Wędrujemy spokojnie bo nigdzie nam się nie spieszy, no może na piwko na szczycie ;)
Jedziemy zdobywać nasz ostatni szczyt Wielkiej Korony Tatr. Czujemy ekscytację od kiedy zaczęliśmy pakowanie. Po kilka razy sprawdzamy zawartość plecaków i kręcimy się jakoś tak niezorganizowanie. Pierwotny plan zakładał wejście tylko na Ganek ale skoro można połączyć to ze wspinaczką na Żłobisty i Rumanowy, dlaczego nie? Pomysł rzuciłam całkiem luźno ale się spodobał i Grzesiek rozkminił topo całej trójki.
Trzy Kopce Wiślańskie
Przyszedł czas by odwiedzić rejony Tatr, na które zawsze szkoda było czasu i pewnej pogody, kusiły nas bowiem wyższe i honorniejsze szczyty. Teraz pojawiły się okoliczności, które idelanie pasują do tego by eksplorować łatwiejsze ale równie piękne tereny.
Wszystkie znaki na ziemi i na niebie wskazywały, że w Tatrach można liczyć na bezchmurną i piękną pogodę. Grzechem byłoby nie skorzystać z takiej okazji i bez chwili zawahania wyruszyliśmy w góry. Na Podhale pojechaliśmy w niedzielę popołudniu, planowaliśmy dojść na nocleg do schroniska w Dolinie Chochołowskiej i stamtąd wyruszyć z samego rana na szczyt. Jadąc jeszcze raz sprawdziliśmy pogodę na poniedziałek. Bez zmian! Miało być cudownie a TOPR nadal ogłaszał lawinową jedynkę. Dojeżdżając do Chochołowa spontanicznie zmieniliśmy plany. Tak dobre zimowe warunki musimy wykorzystać lepiej, to był najlepszy moment by zdobyć zimą Rysy.

Podobne wpisy